Pod flagą Unii Europejskiej na śmierć...
Drużyna piłkarska, której kibicują, kilkanaście lat temu grała w drugiej lidze, teraz - w czwartej. Brakuje im zarówno pieniędzy jak i dobrych zawodników. Kłopoty zaczęły się gdy ze sponsorowania wycofały się duże zakłady, które same wpadły w tarapaty. Jedyną szansą na przetrwanie sportowych klubów stały się więc pieniądze z miejskiego budżetu. I w mieście opracowano regulamin przyznawania dotacji.
Jednak zdaniem kibiców Górnika od początku faworyzuje on sporty indywidualne. Szczególnie Koniński Klub Szermierczy, któremu szefuje były olimpijczyk, dziś koniński radny SLD, Tadeusz Piguła. I to sympatykom Górnika nie podoba się. - Jak już jest biednie, to chociaż niech będzie sprawiedliwie - mówią.
Debata o tym jak dzielić pieniądze na lokalny sport ma się odbyć do połowy lutego. W tym roku do prawie 40 konińskich klubów sportowych i stowarzyszeń ma trafić ponad 1 mln 800 tys. złotych z miejskiego budżetu.