Oskarżony ze szczegółami opowiadał o swoich licznych kontaktach w Sudanie i o nowym otwarciu na robienie biznesu po zniesieniu gospodarczego embarga przez Stany Zjednoczone. Filip S. przyznał, że o tej biznesowej szansie mówił swoim znajomym, także tym, którzy dali mu pieniądze na inwestycje, a teraz są pokrzywdzonymi w tej sprawie. Oskarżony, który nie przyznaje się do winy, jako przyczynę nieudanych interesów wskazał sytuację polityczną w Sudanie, która skomplikowała się w 2019 roku. Władzę stracili ci, z którymi Filip S. miał robić interesy. Mówił też o podpisanych - jak twierdził - pod przymusem umowach pożyczek z obecnymi wierzycielami, o anonimach i telefonach w środku nocy. Jeden z takich anonimów zatytułowany "game over" dotarł też do sądu. Na kolejnej lipcowej rozprawie oskarżony będzie kontynuował swoje wyjaśnienia.
Według prokuratury, poszkodowani w tej sprawie stracili ponad 4 miliony złotych. Z ich zeznań wynika, że oskarżony podawał się za przyszłego ambasadora w Afryce i obiecywał intratne interesy. Nigdy do nich nie doszło. Prokuraturze nie udało się ustalić, co stało się pieniędzmi, które miały pójść na rzekome inwestycje. Sam Filip S. ogłosił upadłość konsumencką.
CZYTAJ: Fałszywy ambasador i prawdziwe tragedie. Jest finał procesu