Tragedia wydarzyła się w grudniu 2010 roku na klatce schodowej jednego z bloków. Oskarżony zadał żonie kilka ciosów nożem i czekał aż się wykrwawi. Matkę znalazła córką. - To zabójstwo to była zemsta. Oskarżony nie mógł się pogodzić z faktem, że nie są już małżeństwem. Osaczał i gnębił pokrzywdzoną, groził też, że ją zabije - mówiła sędzia Ewa Wieczorkiewicz.
Obrońca oskarżonego chciał złagodzenia wyroku do 15 lat więzienia. Sąd nie znalazł do tego podstaw, wskazując na zachowanie oskarżonego po zabójstwie. - Oskarżony poszedł do domu, przebrał się i wrócił na miejsce zdarzenia, gdzie z kilkunastu metrów obserwował działania policji - mówiła sędzia.
Oskarżony nie uczestniczył w procesie apelacyjnym. Nie został dowieziony z aresztu. W sądzie nie było też rodziny zamordowanej. Wyrok jest już prawomocny.