Na początku spekulowano, że dzieci mogły się zatruć w jednej z sierakowskich stołówek. Objawy przypominały zatrucie pokarmowe. 23 kolonistów trafiło do szpitali. Wszyscy czują się już dobrze.
Do lekarzy w Sierakowie zgłaszają się jednak kolejne osoby, nie tylko dzieci. Ludzie ci twierdzą, że niczego w Sierakowie nie jedli. Skąd więc zatrucia? Sanepid sprawdza restauracje, stołówki i małe punkty gastronomiczne.
Podejrzenie padło też na wodę z Jeziora Jaroszewskiego, która właśnie kwitnie - pobrano próbki. Okazało się jednak, że woda jest bezpieczna dla ludzi. Wciąż więc nie wiadomo skąd tyle zatruć.