Śródka w obiektywie
Sędzia Bogdan Wysocki wypunktował Polskie Sieci Elektroenergetyczne porównując je nawet do... dziecka we mgle. Oto bowiem potężna spółka giełdowa, mogąca korzystać z najlepszych prawników, głosi, że została wprowadzona w błąd przez małe miasto. Sąd Apelacyjny ocenił, że obie strony, czyli i PSE, i gmina jak umiały, tak dążyły do realizacji inwestycji.
W oczach sądu PSE nie udowodniły, na czym miałaby polegać wina Kórnika i dlaczego tylko Kórnik miałby odpowiadać za rzekome straty. Zadowolenie adwokata gminy Kórnik Przemysława Przerywacza - nie mogło dziwić: "Sąd pozdzielił naszą argumentację, którą przedstawialiśmy od początku. Cieszy nas też to, że sądy obu instancji uczyniły to tak szybko, zważywszy na skomplikowaną materię tego procesu" - powiedział Przerywacz Radiu Merkury.
Adwokat Polskich Sieci Andrzej Urbański - był w opinii oszczędny: "To jest powtórzenie argumentów sądu pierwszej instancji. Nie usłyszeliśmy nowych argumentów. Oczywiście będziemy chcieli zapoznać się z pisemnym uzasadnieniem. Nasz ewentualny kolejny krok? Za wcześnie mówić. Musimy porozmawiać z naszym klientem" - powiedział Urbański Radiu Merkury.
PSE mogą już tylko wystąpić o kasację sądowego werdyktu. Budowa linii energetycznej w gminie Kórnik wlokła się jak ślimak, m.in. z powodu protestów mieszkańców przeciwko jej lokalizacji i szukaniu przez strony konfliktu innej trasy jej przebiegu. Rozwiązania nie znaleziono, choć linia stoi.