Kilka dni temu w stawie padły trzy pisklaki. Martwe unosiły się na wodzie. Ich osłabiona matka trafiła pod opiekę lekarza weterynarii. Jednak mimo pomocy - trzeciego dnia pobytu w lecznicy padła.
Zdumiewające i podejrzane było to, że zabrana z wody łabędzica miała obcięte pióra skrzydeł, co uniemożliwiało jej latanie. Policja przyjęła, że ptaki zatruły się glonami, które w upale porosły w wodzie. W ocenie policji nie potwierdziły się doniesienia, że łabędzie padły wskutek obrzucania ich butelkami po piwie. (butelki leżały w wodzie w pobliżu martwych pisklaków). Policja twierdzi, że ptaki nie miały zewnętrznych obrażeń.
Jednak lekarz weterynarii Bogusław Gołębiowski uważa, że należy przyjąć trzy możliwe wersje śmierci ptaków: obrażenia od uderzeń butelkami, zatrucie glonami lub celowe otrucie przez człowieka. Lekarz tłumaczy, że sekcji zwłok nie było z powodu wysokich kosztów.
Trzy inne pisklaki z tego samego gniazda i ich ojciec mają się dobrze. Staw Glinki we Wrześni jest miejscem uczęszczanym przez wędkarzy.