Dziś w Sądzie Okręgowym w Poznaniu zakończył się proces Swietłany P. Prokurator Nina Tybinkowska-Sepsiak mówiła, że zebrane w sprawie dowody potwierdzają winę oskarżonej.
Poniżała, zastraszała, zmuszała do wielogodzinnego stania w kącie czy jedzenia zepsutych pokarmów. Ograniczała im także dostęp do jedzenia, picia i toalety. Przy czym ograniczenie dostępu do jedzenia i picia doprowadziły do skrajnego niedożywienia niektórych podopiecznych
- mówi prokurator.
W sprawę włączyła się Państwowa Komisja do spraw Pedofilii, bo zarzuty, jakie usłyszała oskarżona, dotyczą także wykorzystywania seksualnego dzieci przez inne nieustalone osoby. Według prokuratury, oskarżona przekazywała je pedofilom.
Przewodnicząca komisji Joanna Napierała mówiła, że rozbieżności w zeznaniach dzieci są czymś naturalnym w takich sprawach.
Należy je ocenić jako efekt stresu, wyparcia, także dążenia do wyparcia tych traumatycznych doświadczeń. Co z doświadczeń państwowej komisji - również wysłuchując osób dorosłych, które opowiadają o doświadczeniu krzywdy w dzieciństwie, jest zjawiskiem powszechnym
- mówi przewodnicząca komisji.
Obrońca oskarżonej adwokat Jędrzej Kwiczor kwestionuje dowody zebrane w tej sprawie, szczególnie niespójne zeznania dzieci, które podczas procesu zostały ponownie przesłuchane. Odpiera też zarzuty, że oskarżona miała im podawać narkotyki.
Jeżeli prawdą jest, że pani Swietłana na terenie Ukrainy, ale również na terenie Poznania i okolic odurzała dzieci i prowadziła dziecięcą agencję towarzyską, to ilość substancji psychotropowych i odrzucających we włosach powinna bić w oczy. Nie ma takich badań
- mówi adwokat.
Obrońca i sama oskarżona poprosili dziś o sprawiedliwy wyrok. Podczas procesu Swietłana P. przyznała się tylko do bicia podopiecznych. Wyrok poznamy w przyszłym miesiącu.
Z 9 pokrzywdzonych w tej sprawie jedna nastolatka jest już pełnoletnia, pozostałe dzieci są w naszym kraju w rodzinach zastępczych i placówce opiekuńczej.