Godzina "W" także w Wielkopolsce
W okresie komunizmu nie eksponowano Powstania, gdyż było ono bardzo kłopotliwe dla komunistów. Było bowiem tragiczną próbą wyzwolenia Warszawy, zemstą za niewyobrażalne niemieckie zbrodnie, jak i rodzajem demonstracji wobec Sowietów i Stalina, że Polskie Państwo z rządem w Londynie, stanowi siłę z którą trzeba się liczyć. Kierownictwo Powstania, a także przedstawiciele rządu na uchodźstwie nie znali ustaleń Konferencji w Teheranie, gdzie wielkie mocarstwa podzieliły strefy wpływu, Polskę oddając Sowietom. Nie było ponadto złudzeń, kim są sowieccy komuniści.
Dla Sowietów Powstanie było na rękę, gdyż niemieckimi siłami likwidowano polskich patriotów, którzy nigdy nie pogodziliby się z przekształceniem Polski w komunistyczne, totalitarne państwo.
Istnieją poszlaki, które wskazują na fakt, że Powstanie zostało sprowokowane przez Sowietów i ich polskich akolitów z PKWN.
Polska w 1944 roku znalazła się w sytuacji tragicznej, nie było rozwiązania. Powstanie nawiązywało do dziewiętnastowiecznej polskiej tradycji insurekcyjnej i taką tradycją żyło polskie społeczeństwo. I to Powstanie tę tradycję zwieńczyło i zakończyło. Tragizm tamtej sytuacji przybliża nam poezja młodych romantyków Baczyńskiego i Gajcego, którzy w Powstaniu zginęli.
Przekonanie, że i tak wybuchłoby ono, samorzutnie zderza się faktem dyscypliny, jaka panowała w strukturze wojskowej jaką była AK. Spór będzie trwał, bo spór ten wpisuje się oczywiście w polską politykę, ale nie ma to wpisywanie charakteru mechanicznego, że prawica za powstaniem, a PO i lewica przeciw. Otóż w kręgach prawicy, zbliżonych do tygodnika „Do Rzeczy”, ocena Powstania jest negatywna. Najbardziej skrajnym wyrazem tej postawy jest książka „Obłęd” Pawła Zychowicza. Książka wywołała na prawicy ostrą emocjonalną dyskusję. Paweł Zychowicz czerpie z dziedzictwa wielkiego pisarza i patrioty Józefa Mackiewicza, który nienawidził komunizmu. Z drugiej strony po przeczytaniu „Wspomnień” generała Bora-Komorowskiego, trudno nie przyjąć jego punktu widzenia. Łatwo jest oceniać z pozycji biurka i wygodnego fotela.
O Powstaniu Warszawskim w epoce stalinowskiego terroru, kazano milczeć, względnie potępiać. Przywracanie pamięci związane było z kolejnymi etapami odwilży, (film „Kanał” Andrzeja Wajdy, Kolumbowie, rocznik 20.) czyli słabnięcia totalitaryzmu w Polsce, przy zawsze jednoznacznej negatywnej ocenie zbrodniczej polityki burżuazyjnego rządu w Londynie, który w imię imperializmu, nie zawahał się na rozpętanie awantury, w której zginęło 200 tysięcy mieszkańców Warszawy.
Pamiętam w 1986 roku na studium wojskowym, na które przysyłano politruków, aby wychowywać młodzież w duchu socjalistycznym, zjawił się kiedyś nie wiadomo po co, bo nikt ze studentów nie brał tego serio, generał, aby przekonywać młodzież do władzy ludowej. Jako „dowód”, przyniósł, przypominam to sobie dobrze, książkę londyńskiego historyka prof. Jan M. Ciechanowskiego, który jednoznacznie potępił Powstanie Warszawskie. Był to argument za władzą ludową. Nie mamy szans na suwerenność. My komuniści, czyli on - generał, stanowimy gwarancję stabilności Polski i chronimy przez wariatami, którym marzy się pełna niepodległość w tym miejscu w Europie. Kiedy po tragedii smoleńskiej, Antoni Macierewicz i Anna Fotyga, wybrali się do USA, szukać wsparcia, najbliższy współpracownik byłego prezydenta Komorowskiego, prof. Tomasz Nałęcz, powiedział, dobrze to pamiętam, że to „zabawa dzieci zapałkami nad beczką z benzyną”. Czy widać podobieństwa? Ja widzę.
To wcale nie oznacza, że patriotami są tylko ci, którzy bezkrytycznie podchodzą do historii własnego narodu. Powstanie było, wpisało się historię. Pozbawianie go znaczenia, demityzowanie, służy osłabieniu woli budowy silnego i suwerennego państwa. Warto wczytywać się w argumenty krytyków, ale przy jednoczesnym badaniu intencji i co się za tą krytyką chowa. Może narracja niemiecka czy rosyjska? A może głupota, bo historia, jak się wielu wydaje, nie skończyła się, a geopolityka nie zna litości.
Powstanie miało i ma ogromną siłę mitotwórczą. Zażartość walki była przez Niemców porównywana ze Stalingradem, a Polacy, choć byli kiepsko uzbrojeni - walczyli. Udowodnili, że największą wartością narodu jest wolność. Ta siła mitotwórcza ujawniła się przy stworzeniu Muzeum Powstania Warszawskiego, którego pomysłodawcą był Prezydent Lech Kaczyński. Nie należy bezwolnie ulegać mitom, ale jeszcze większym nieszczęściem jest ich niszczenie.
Maciej Mazurek