Jak podkreśla mieszkaniec Roman Kosowski, wcześniej w tym miejscu odbywała się produkcja rolna na znacznie mniejszą skalę – były tam świnie i infrastruktura z pełną kanalizacją.
Sytuacja zmieniła się pod koniec ubiegłego roku, kiedy pojawiło się bydło.
W tej chwili jest dwa tysiące krów, smród jest nieziemski, hałas jest nieziemski. Czego się boimy? Po pierwsze wody we wsi już brakuje, mocno spadło ciśnienie. Po drugie, między tą fermą a naszą wiejską studnią jest 100 metrów. Z drugiej strony do kanału Samica jest też 100 metrów. Nie ma kanalizacji żadnej. Gnoju jest cała masa, w związku z czym przy opadach deszczu wszystko zostanie rozmyte, ściągnięte, wsiąknie do gleby, pójdzie albo w Samicę, albo w nasze ujęcie wody
- alarmuje mieszkaniec.
Jego zdaniem kontrowersje budzi również kwestia formalna. Jak twierdzi, działalność nie została odpowiednio zalegalizowana i opiera się na założeniu kontynuacji produkcji jeszcze z czasów komuny.
Burmistrz Sławomir Kosmalski przyznaje, że gmina nie wydawała takich zezwoleń, ale podkreśla, że w tym miejscu od lat prowadzona była produkcja zwierzęca, dlatego przedsiębiorca mógł działać w tym trybie. Jednocześnie zapewnia, że sprawa jest analizowana przez odpowiednie instytucje, a pierwsze kontrole wykazały pewne nieprawidłowości w zakresie budowlanym.
Postępowania wciąż trwają. Burmistrz Sławomir Kosmalski dodaje, że z tego typu działalności gmina nie ma żadnych korzyści.
Więcej o tej sprawie w dzisiejszym wydaniu Kalejdoskopu Wielkopolskiego.