Motocykl Triumph Tiger zwrócił uwagę nowotomyskiej drogówki nie tylko stylem jazdy – pełnym nagłych przyspieszeń i dynamicznych wyprzedzeń – ale też… kreatywną tablicą rejestracyjną. Napis miał być błyskotliwy i był. Do tego stopnia, że funkcjonariusze postanowili przyjrzeć się sprawie z bliska.
Podczas kontroli wyszło na jaw, że tablica – choć efektowna – nie ma wiele wspólnego z rzeczywistością. Ta właściwa spoczywała w plecaku kierującego. Na motocyklu znajdowała się natomiast wersja „autorska”, zamówiona w internecie i – co istotne – całkowicie nielegalna.
W świetle prawa używanie tablicy nieprzypisanej do pojazdu może kosztować nawet pięć lat pozbawienia wolności. Sam motocyklista przyznał, że chciał przyciągać spojrzenia. I rzeczywiście – przyciągnął. Tyle że zamiast uznania innych kierowców, zdobył pełną uwagę policyjnego patrolu.
Morał tej historii jest prosty: w motocyklu błyszczeć powinny chromy, a nie wątpliwe poczucie humoru kierowcy.