Nagrody za złapanie Kajetana P.
Walki o Poznań były bardzo ciężkie. Trwały ponad miesiąc. Jednostki Armii Czerwonej wdarły się do miasta z najmniej spodziewanej strony - od południa. Potem od Górczyna i Dębca przebijały się w kierunku centrum. Im bliżej śródmieścia, tym walki były bardziej zacięte.
W znacznym stopniu zniszczone zostało centrum, a najbardziej Stare Miasto. Zrujnowany był Dom Żołnierza, Zamek, Aula Uniwersytecka, Biblioteka Raczyńskich, Ratusz.
Poznań zdobyła Armia Czerwona, ale w ostatnim szturmie na Cytadelę wzięli udział również poznaniacy - Cytadelowcy. Częściowo byli to ochotnicy, częściowo wcieleni pod przymusem. Dziś żyje tylko kilku z nich.
Polegli polscy i rosyjscy żołnierze są pochowani na stokach Cytadeli. Na wielu grobach są daty 22 i 23 lutego. Zginęli więc ostatnich godzinach walk.
__
W południe w Poznaniu zawyły syreny i zabił Dzwon Pokoju. Na poznańskiej Cytadeli odbyły się uroczystości upamiętniające 71 rocznicę zakończenia walk o Poznań.
Po raz pierwszy wziął w nich udział Jan Koć, którego ojciec w mundurze czerwonoarmisty zginął w lutym 1945 roku. Nad mogiłą Prokopa Kocia stanął dziś jego syn z żoną, wnuki i prawnuk. Jan Koć przypominał w rozmowie z naszym reporterem, że jego ojciec był w czasie wojny w Poznaniu dwukrotnie - pierwszy raz we wrześniu 1939 roku - w mundurze polskim. Do Armii Czerwonej trafił latem 1944 roku, do Poznania wrócił w 1945.
Prokop Koc zginął w Poznaniu w lutym na Winiarach. Jego grób został po wojnie przeniesiony na Cytadelę. Rodzinie udało się zlokalizować mogiłę dopiero dwa lata temu, ponieważ w nazwisku na nagrobku był błąd. Rodzina Prokopa Kocia jest narodowości ukraińskiej i pochodzi z kresów wschodnich II Rzeczpospolitej. Po wojnie spotkały ich tragiczne losy związane ustaleniem wschodniej granicy Polski. Część została po jednej - część po drugiej stronie. Jan, który mieszkał w Polsce zobaczył matkę dopiero 20 lat po zakończeniu wojny. Odwiedził ją na Ukrainie. Dziś zapalił znicz na grobie swojego ojca.
Szymon Mazur/Wojciech Chmielewski/jc