Przed godziną 21.00 pociąg z Berlina był opóźniony o 150 minut, skład ze Zbąszynka o 1,5 godziny. Ogółem od początku awarii, czyli niedzieli rano, spóźniło się ponad 100 pociągów, a czas opóźnień to 11 tysięcy minut. Jak dowiedzieliśmy się wieczorem, zlokalizowano dwa przepalone elementy, które mogły spowodować awarię całego systemu. - Części zamienne są w drodze i mają dotrzeć we wtorek około godz. 10 - powiedział Radiu Merkury Łukasz Więcek z PKP. Dodał, że być może uda się usunąć awarię we wtorek do południa.
Przypomnijmy, że w niedzielę rano doszło do awarii systemu komputerowego, obsługującego tę trasę. Spowodowało to nawet 300-minutowe opóźnienia pociągów. W poniedziałek są one mniejsze. System komputerowy steruje między innymi rogatkami na przejazdach. Z powodu awarii nie były one zamykane automatycznie, a pociągi przed przejazdami zwalniały do 20 km/h. Teraz pracownicy PKP mają w tych miejscach usprawnić ruch pociągów.
Łukasz Więcek zapytany o termin usunięcia awarii rozkłada ręce. - Nie znamy przyczyny usterki. Mimo wielu prób wymiany elementów systemu nie udało nam się przywrócić sterowności - powiedział. Zaapelował też do kierowców o rozwagę i bezwzględne przestrzeganie znaków STOP przed przejazdami, gdzie nie można opuścić barier. Dodaje też, że z monitoringu widać, że kierowcy nie respektują znaków. Nadal nie wiadomo, kiedy awaria zostanie usunięta.
PKP zwróciło się o pomoc do niemieckiej firmy, która 15 lat temu zakładała system. Na razie konsultacje nie przyniosły efektu. Pasażerowie mogą ubiegać się o odszkodowanie za straty wynikające z opóźnień pociągów. Wnioski należy składać do przewoźnika, a strata spowodowana opóźnieniem pociągu musi być udokumentowana.
Dlaczego jednak podróżni nie mogli składać reklamacji, czemu nie mogli otrzymać papierka potwierdzającego spóźnienia albo choćby tylko tyle: dlaczego ktoś zatroskany o pasażera nie miał dla niego kubka gorącej herbaty, nie mówiąc już o słowie troski...?
Może Polskie Linie Kolejowe, na których pojawiła się awaria, poczuły się odpowiedzialne i mogłyby ulżyć pasażerom? Łukasz Więcek, rzecznik prasowy Zakładu Linii Kolejowych w Poznaniu, mówi, że nie.