W ławie oskarżonych zasiadł ojczym, jak i matka, która nie reagowała na agresję. W styczniu służby zostały wezwane do jednej z kamienic. Telefon wykonał ojczym dziecka, który przekazał policjantom, że pobił dziecko.
Na pierwszej rozprawie policjanci i ratownicy medyczni, którzy brali udział w tej interwencji, wspominali:
Zauważyliśmy zasinienia wokół oczodołów. Oczy były zaropiałe, dziecko nie potrafiło ich otworzyć, mówiło, że próbuje, ale że bardzo ją bolą. Widoczne były zaschnięte ślady krwi we włosach. Było widać zasinienia na klatce piersiowej, w okolicy nerek, pośladków. Dziewczynka mówiła, że tata brał ją za włosy, uderzył jej twarzą o podłogę, bo kilka razy zwymiotowała, kiedy na siłę jej wpychał do ust jedzenie i stwierdził, że skoro zwymiotowała, to ma to teraz zjeść z podłogi
- mówili ratownicy i policjanci.
Oskarżony Robert S. jest z Leszna. Jest ojczymem pobitej dziewczynki, a z jej matką ma jeszcze troje dzieci. Był na odwyku. Sporadycznie palił marihuanę.
Do pobicia pięciolatki doszło, kiedy został sam z trójką dzieci, bo partnerka była z jednym z ich dzieci w szpitalu. Zeznawał, że 5-latka miała moczyć łóżko, nie chciała jeść, wypluwała to, co dostała, brudziła się.
Cały czas przebieranie, mycie, przebieranie, mycie. Nie mam pojęcia, co się ze mną stało
– mówił.
Obojgu rodzicom odebrano czwórkę dzieci. Mężczyzna pozostaje w areszcie, kobieta odpowiada z wolnej stopy. Kolejna odsłona procesu we wrześniu bieżącego roku.