Płetwonurkowie działali w wyjątkowo trudnych warunkach - widoczność w jeziorze sięgała 30-stu centymetrów. Śmieci trzeba było wyszukiwać po omacku. W pierwszym dniu pływakom towarzyszył prezydent Poznania, Ryszard Grobelny, który miał problemy z zanurzeniem się i dlatego na jego kombinezonie zainstalowano dodatkowy balast.
Drugiego dnia płetwonurkowie już bez udziału prezydenta odnaleźli i wydobyli rower. Przybyły na miejsce policjant sprawdził, czy - zanim jednoślad zatonął - nie był przedmiotem kradzieży. Okazało się, że nie, dlatego rower trafił do rąk znalazcy. Płetwonurkowie są zgodni - na dnie jeziora Maltańskiego spoczywa wiele śmieci. Nie było by ich tam gdyby nie spacerowicze, którzy jezioro traktują jak śmietnik.