Oboje muszą też wpłacić pieniądze na rzecz schroniska: on dwa tysiące złotych, a ona - pięćset. Przez 10 lat nie mogą mieć żadnych zwierząt.
Uzasadniając wyrok sędzia Renata Chmielewska mówiła o ciężkich obrażeniach psów, beznamiętności sprawców i przypomniała, że zabite zwierzęta nie zostały nawet pochowane, lecz leżały na podwórzu. Oskarżeni potraktowali psy jak śmieci - podkreślała.
Mimo że oskarżenie żądało dla obojga sprawców surowszych wyroków więzienia, prokurator Katarzyna Bugajska-Grząbka jest zadowolona - przede wszystkim z wymierzenia kary bez zawieszenia. "To sygnał, że zwierzę nie jest rzeczą" - mówiła.
Wyrok nie jest prawomocny. Oskarżonych nie było na jego ogłoszeniu. Oskarżony mężczyzna w ogóle nie pojawił się na procesie. W odróżnieniu od kobiety - nie przyznał się do winy.