Wyszedł z domu w ubiegły poniedziałek. Dzień później dzwonił do krewnych, ale potem kontakt z nim się urwał. Wczoraj krewni, którzy szukali go na własną rękę, powiadomili policję.
Kilkunastu funkcjonariuszy przeczesywało okolice Kleczewa. W końcu natrafiono na zaginionego w lesie. Siedział sam w samochodzie. Był bardzo zmarznięty, skrajnie wyczerpany, nie można było nawiązać z nim kontaktu. Jest w konińskim szpitalu na obserwacji.