Skrajne opinie na temat zmian mają też wielkopolscy parlamentarzyści. Według gnieźnieńskiego posła PiS Zbigniewa Dolaty reforma oświaty jest potrzebna, bo obecny system nie gwarantował dobrej jakości nauczania. - System wręcz wymuszał nauczanie pod testy. I to jest oczywiście sposób na wyprodukowanie pracowników korporacji w najlepszym przypadku i ludzi, którzy będą wykonywać proste czynności. "Dobra zmiana" w oświacie nie grozi zwolnieniami nauczycieli - zapewnia poseł Dolata.
- Według rankingu PISA - organizacji, która bada poziom wykształcenia na całym świecie - polscy gimnazjaliści od 2000 roku zrobili spore postępy - zauważa z kolei posłanka "Nowoczesnej" z Gniezna Paulina Hennig-Kloska. - W przypadku nauczania matematyki do 2012 roku skoczyliśmy w rankingach z 25. na 13. miejsce, nauki przyrodnicze zrobiliśmy 16 miejsc do góry, czytanie i interpretacje - 15 miejsc do góry - to jednoznacznie pokazuje że reforma wprowadzona w 1999 roku ma pozytywne przełożenie - dodaje.
Także poznańska posłanka Nowoczesnej Joanna Schmidt powiedziała dzisiaj, że nie zgadza się z likwidacją gimnazjów i wydłużeniem nauki w szkołach ponadgimnazjalnych. - Nie musimy kończyć nauki kwietniu. Matura może być w lipcu, dzięki czemu zyskamy dwa dodatkowe miesiące nauki - proponuje. - Wyniki z historii nie są złe, najgorsze są z matematyki i języków obcych - zwraca uwagę.
Pomysłów minister edukacji Anny Zalewskiej broni poseł Bartłomiej Wróblewski z PiS. Jego zdaniem trzyletni okres nauki w gimnazjach, a zwłaszcza w liceach okazał się za krótki, a same gimnazja spotykają się z powszechną krytyką. - Zaobserwowano, że nauka w gimnazjach czy liceach trwa realnie dwa lata, reszta czasu zajmuje przygotowanie do egzaminów. 60-70 procent społeczeństwa negatywnie ocenia funkcjonowanie gimnazjów - komentuje poseł Wróblewski.
Rząd PiS postuluje powrót do ośmioletniej szkoły podstawowej oraz czteroletniego liceum. Minister Anna Zalewska chce też zreformować kształcenie zawodowe i wprowadzić szkoły branżowe.
Rafał Muniak/Jacek Kosiak/szym