Po raz pierwszy ulica Święty Marcin z okazji imienin stała się deptakiem na odcinku między ul. Ratajczaka i Al. Niepodległości. Pod wieżowcami Alfa stanęły stoiska z rogalami, a podwórka zamieniły się, dzięki Stowarzyszeniu Inner Art w przestrzeń teatralną, filmową i performatywną. Nowością były też imieniny Marcinów, na które zaproszono znanych panów noszących to imię. Zgłosiło się również ponad 200 poznaniaków. Najlepiej uzasadnił, dlaczego jest dumny ze swego imienia Marcin Kupiec z Poznania, który w nagrodę dostał tysiąc złotych na organizację imieninowej imprezy.
Jak co roku przez ulicę przeszedł korowód ze świętym Marcinem w stroju rzymskiego legionisty. Zdaniem Anny Hryniewieckiej z Centrum Kultury Zamek tylko ten uroczysty pochód widziało kilkadziesiąt tysięcy osób. Przez cały dzień, przez ulicę mogło przewinąć się nawet 100 tys. osób.
Goście imprezy m.in. wspierali akcję Caritas i Fundacji Barka "Pomóż bliźnim przetrwać zimę" - kupując rogale w wyznaczonych miejscach. To nawiązanie do historii tych smakołyków. Wypiek rogali świętomarcinskich zapoczątkował poznański cukiernik Józef Melzer. Odpowiedział on na apel proboszcza parafii św. Marcina, który zaapelował, by zrobić coś dla biednych.
Osoby ubogie dostawały rogala za darmo a ci, których było stać kupowali. Przez lata powojenne rogale były wytwarzane na różne sposoby - także z czarnym makiem. Ostatecznie zwyciężył przepis, z ciastem półfrancuskim i nadzieniem z białego maku z bakaliami. Od 3 lat rogal jest chroniony oznaczaniem geograficznym Unii Europejskiej i można go wypiekać tylko w Wielkopolsce.