Sam odjechał taksówką w kierunku Wrocławia. Ofierze napadu nic się nie stało, taksówkarz powiadomił policję, która zaczęła pościg. Namierzony sprawca widząc patrol zaczął uciekać, miał kolizję z innym samochodem, skradziona taksówka zatrzymała się dopiero wtedy, gdy wpadła do rowu z przebitymi oponami.
Okazało się, że kierujący bandyta miał 2 promile alkoholu we krwi, policjantom powiedział, że ukradł taksówkę, żeby pojechać nią 100 km za Poznań i kogoś zabić. Taksówkarza sterroryzował zabawkową atrapą pistoletu Walter. Miał też przy sobie skradzione 160 zł.