Bar mleczny za dotacje. Obiad za 12 zł
Są tam od wtorku (od 10:00 rano) i zamierzają zostać do przybycia prezydenta. Tego ostatniego już w piątek poinformowali o swojej wizycie, mimo to nie zastali go w urzędzie.
- Walczymy o wyższe wynagrodzenia dla 9000 pracowników związanych z jednostkami miejskimi - mówi szef wielkopolskiej Solidarności Jarosław Lange. - Okazało się, że prezydent jest na urlopie, w związku z tym zdecydowaliśmy, że będziemy w jego gabinecie tak długo, aż Jacek Jaśkowiak tu nie przyjedzie. Chcemy wręczyć mu nasze oświadczenie i porozmawiać o podwyżkach dla pracowników budżetowych. Negocjacje trwały ponad rok.
Poza Solidarnością, na prezydenta Jaśkowiaka w jego gabinecie czekają przedstawiciele OPZZ i ZNP. Na razie związkowców odwiedził wiceprezydent Jędrzej Solarski. Protestujący nie chcieli z nim rozmawiać. Wiceprezydent Solarski nie wie, dlaczego miasto nie odpowiedziało na list związkowców, zapowiadający ich wizytę w Urzędzie.
- Cały czas to wyjaśniam. Rozmawiałem z przewodniczącym Jarosławem Lange. Pokazywał mi wiadomość e-mailową, którą skierował do prezydenta Poznania. Nie wiem, dlaczego nie było na tę wiadomość odpowiedzi, muszę to wyjaśnić. Przeprosiłem natomiast stronę związkową za to, że tej odpowiedzi nie uzyskała.
Pracownicy, o których pensje walczą związkowcy, nie dostawali podwyżek od pięciu lat. Prezydent Jaśkowiak przyjedzie do związkowców w środę o godz. 13.30. To oznacza, że ci ostatni noc spędzą w jego gabinecie.
Jacek Butlewski/jc/szym