Większość z nas ma "luźny" stosunek do przepisów drogowych. Uznajemy, że ograniczenia prędkości są nieżyciowe i bardzo często przekraczamy dozwoloną prędkość nawet o kilkadziesiąt kilometrów. Kierowcy, którzy używają - nakazanych prawem - zestawów głośnomówiących w samochodzie to nieliczne wyjątki. Na szczęście przyzwyczailiśmy się do zapinania pasów, ale tylko we własnym samochodzie. Nikt nie będzie się przecież zapinał w taksówce!
Od 15 listopada w Polsce obowiązują rygorystyczne przepisy dotyczące palenia. Nie można palić papierosów w miejscach publicznych: w szkołach, przedszkolach czy żłobkach, ale także na przystankach komunikacji miejskiej i dworcach kolejowych. Wprowadzeniu takich zakazów oczekiwało bardzo wielu niepalących. I co? Zmiany wprowadzono, ale z ich przestrzeganiem jest różnie. Zwykle źle. W Poznaniu na przystankach MPK nadal się pali, a straż miejska mówi, że trudno będzie jej karać palących, bo... w Polsce nie ma definicji przystanku i palacz może się bronić mówiąc, że nie wie gdzie przystanek się zaczyna, a gdzie kończy.
Z przestrzeganiem przepisów porządkowych mają problem właściciele psów. Osoby sprzątające odchody zostawiane przez czworonogów budzą zdziwienie! Czy to aby nie ukryta kamera - zastanawiają się obserwujący taką sytuację. Z przepisami na bakier są także właściciele dużych i małych firm. Unikają płacenia składek ZUS i podatków, wysyłają przelewy z opóźnieniem, "kombinują" jak by tu coś wliczyć w koszty i zmniejszyć obciążenia podatkowe?
Czy prawo ułatwia nam życie czy raczej przeszkadza? Dlaczego robimy wszystko by uniknąć przestrzegania przepisów, które uważamy za nieżyciowe, zamiast po prostu się dostosować? Dlaczego nie jeździmy z dozwoloną prędkością 50 km/h i nie przechodzimy przez jezdnię na zielonym świetle? Wszak stara maksyma mówi: "dura lex sed lex". Zapraszamy do dyskusji na antenie i naszej stronie internetowej.