Urologom z Miejskiego Szpitala im. Strusia w Poznaniu udało się ocalić pacjenta przed dializami. Nerka po zabiegu podjęła pracę. 59-letni Stanisław Adamek z Kalisza lada dzień opuści poznański szpital.
Jestem uratowany i to jest najważniejsze. Da Vinci zrobił z panem doktorem dobrą robotę. Jestem bardzo szczęśliwy, że się udało
– mówił 59-latek.
Generalnie wycięcie guzów trwało około pół godziny. Natomiast problemem u pana była otyłość, dlatego to trwało około dwóch godzin. Na pewno z użyciem robota było łatwiej niż w przypadku laparoskopii
– mówi dr Michał Kasperczak.
Urolog dr Michał Kasperczak, który wykonywał zabieg, dodaje, że już wcześniej konsultował pacjenta w Kaliszu, dlatego trafił on do Poznania.
W urologii robot da Vinci jest wykorzystywany przede wszystkim w operacjach raka prostaty. Do usuwania guzów nerki – rzadko – mówi ordynator oddziału urologii ze Szpitala im. Strusia, prof. Andrzej Antczak.
Z mojej wiedzy wynika, że w Poznaniu tylko jeden szpital wykonywał podobne zabiegi. Niewiele trudniej jest to zrobić laparoskopowo. Zabiegi robotyczne są bardzo kosztowne, dlatego my wybieramy pacjentów, którzy rzeczywiście wyniosą z tego korzyść. Nie będą musieli być leczeni dalej nefrologicznie, czyli dializowani
- wyjaśnia prof. Antczak.
U 59-latka lekarze guzy nerki wykryli podczas badań w kierunku innego schorzenia. Pacjent nie miał żadnych dolegliwości bólowych z tym związanych.
Teraz onkolodzy zdecydują, czy czeka go dalsze leczenie. Na pewno specjaliści sprawdzą, czy może to być schorzenie genetyczne. To będzie kluczowe dla dzieci zoperowanego pacjenta.