Jak mówią rolnicy, branża "jest w głębokim kryzysie". Za tonę zbóż otrzymywali w tym roku około 600 zł, choć koszty produkcji były o 50 złotych wyższe. Obawiają się też napływu towarów z Ukrainy i skutków umowy handlowej z państwami Mercosur.
"Jeśli nic się nie zmieni, będziemy musieli sprzedać ziemię" - mówi Błażej Musiał z NSZZ Rolników Indywidualnych "Solidarność".
Zaplecze finansowe, które mi ten rok pozwoliło jeszcze, że tak powiem, przeżyć, ale jeśli to będą kolejne lata, no to dziękuję bardzo. Będę musiał iść albo do pracy, albo zacznę sprzedawać ziemię
- mówi Błażej Musiał.
Protestujący chcą ograniczenia importu tanich produktów, co - ich zdaniem - pozwoliłoby podnieść ceny w skupach.
"Rząd nie ma jednak możliwości działania" - uważa prof. Benedykt Pepliński z Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu.
Decyzje zapadają w Unii Europejskiej, a żeby tam coś przewalczyć, trzeba mieć mniejszość blokującą. My mamy zbyt rozdrobnione rolnictwo. Wielu z nich będzie musiało zaniechać produkcji rolniczej, bo z 30 ha, z 20 ha po prostu się nie będą w stanie się utrzymać. Taka jest niestety trudna prawda
- mówi prof. Benedykt Pepliński.
Rolnicy zapowiadają, że jeśli manifestacje nie przyniosą efektów, protesty będą zaostrzone.