Chodzi o jej słowa podczas demonstracji w centrum miasta. Policja, opierając się na opinii biegłego - uznała je za wulgarne. Podczas demonstracji 8 marca, żona prezydenta była jedną z przemawiających osób.
- Obwiniam panią Joannę Jaśkowiak o to, że 8 marca w Poznaniu na Placu Wolności, podczas przemówienia na manifestacji, publicznie używała słów nieprzyzwoitych - mówił w sądzie Ryszard Olczyk.
- Nie czuję się winna, bo nic złego nie zrobiłam. Polegam na mądrości sędziego - podkreślała Joanna Jaśkowiak.
Przed sądem nie przyznała się do winy i odmówiła składania wyjaśnień. Nie chciała też odpowiadać na pytania. Wcześniej w śledztwie potwierdziła, że użyła takich słów, ale wyrażały one jej emocje.
Obrońca Agata Celmer kwestionuje opinię językoznawcy, na podstawie której policja skierowała wniosek o ukaranie. - Kluczowa to ona była dla policji. Natomiast dla mnie ta opinia jest niespójna, niejasna i zawiera szereg wątpliwości - mówi Agata Celmer.Sąd przychylił się do wniosku obrońcy i na kolejną, majową rozprawę wezwie biegłego. Prof. Jarosław Liberek w opinii stwierdził, że Joanna Jaśkowiak użyła słów nieprzyzwoitych świadomie i niespontaniczne, bo patrzyła na kartkę. Te ustalenia kwestionuje obrońca żony prezydenta.