Znamy szczegóły przebudowy mostu Chrobrego. Zmiany w ruchu od listopada
99 procent budynków podłączonych do sieci ciepłowniczej w Poznaniu ma już włączone ogrzewanie. To klienci największego dostawcy ciepła w stolicy Wielkopolski, czyli firmy Veolia Energia Poznań.
Dyrektor komunikacji w spółce Mateusz Pilarczyk podkreśla, że decyzję o rozpoczęciu sezonu podejmują zarządcy poszczególnych budynków.
Zazwyczaj następuje to, gdy średnia dobowa temperatura powietrza spada poniżej od 10 do 12 stopni przez kilka dni z rzędu. Można powiedzieć, że sezon grzewczy ruszył pełną parą. Praktycznie 99 procent naszych klientów rozpoczęło już grzanie, w tym wszystkie duże spółdzielnie w Poznaniu, które zostały uruchomione na początku października. Obecnie trafiają do nas pojedyncze deklaracje o włączenie od mniejszych odbiorców
- informuje Pilarczyk.
Veolia dostarcza ciepło do około 60 procent domostw w Poznaniu, a także do pobliskich miejscowości Koziegłowy oraz Swarzędz. Długość sieci ciepłowniczej to ponad 600 kilometrów.
Kto może liczyć na dofinansowanie?
Poznaniacy korzystający z systemowego ciepła nie otrzymają bonu ciepłowniczego. To świadczenie skierowane do osób mających problem z opłaceniem rachunków.
Głównym dostawcą w Poznaniu jest Veolia Energia Poznań.
Średnia cena ciepła w poznańskim systemie ciepłowniczym wynosi 151 złotych i 75 groszy za gigadżul netto. Stawki we wszystkich grupach taryfowych są niższe niż próg 170 złotych za gigadżul netto przewidziany w ustawie o bonie ciepłowniczym
- odpowiada dyrektor komunikacji spółki Mateusz Pilarczyk.
Cena jest zatem zbyt niska, żeby klienci Veolii mogli otrzymać bon ciepłowniczy. Kolejnym warunkiem są także dochody. Bon przyznawany jest gospodarstwom, w których dochód na osobę nie przekracza 3272 złotych. W pozostałych przypadkach także można składać wniosek, ale wysokość świadczenia jest obniżana za każdą złotówkę powyżej progu.
Veolia Energia Poznań nie wyklucza, że ceny w tym sezonie jeszcze się zmienią. Trwa postępowanie przez Urzędem Regulacji Energetyki.
Z początkiem października Miejskie Przedsiębiorstwo Energetyki Cieplnej w Lesznie rozpoczęło sezon grzewczy. Sieć liczy blisko około 48 kilometrów, a większość odbiorców to spółdzielnie i wspólnoty mieszkaniowe. Około jednej czwartej stanowią szkoły i instytucje samorządowe, a 15 procent – obiekty handlowe i przemysłowe.
- Z dostępnością węgla nie ma problemu – zapewnia prezes Rafał Korytowski.
Oczywiście jesteśmy przygotowani i zabezpieczeni. Odpowiednia umowa na dostawę węgla jest podpisana i jesteśmy w trakcie realizacji. Cena bodajże wzrosła o pięć procent w stosunku do zeszłego roku
- zaznaczył prezes.
Na leszczyńskich składach opału, delikatnie mówiąc, nastroje są dalekie od optymizmu. Jak podkreślano, te dobre lata już minęły. Co będzie dalej?
To jest wielka niewiadoma - przyznał jeden z właścicieli. Klientów mniej, bo coraz więcej osób wybiera pompy ciepła, fotowoltaikę czy piece na biomasę.
Ceny? Cieszący się największym zainteresowaniem węgiel orzech i ekogroszek od około 1350 złotych za tonę – nawet trochę taniej niż rok temu. Towaru nie brakuje i co ciekawe, coraz częściej zaglądają tu nie kupujący, a handlowcy, którzy sami chcą sprzedać opał. Przed laty takich sytuacji nie było.
Swąd spalenizny, kłęby dymu. Znów się zaczyna sezon grzewczy i w śródmieściu Kalisza to czuć. Zwłaszcza wieczorami.
Wciąż wiele budynków opalanych jest węglem, choć od lat w mieście prowadzona jest akcja wspierająca likwidację tzw. kopciuchów. Można dostać do 7 tysięcy złotych na zmianę instalacji grzewczej i pozbycie się pieców węglowych.
W tym roku z takiego wsparcia skorzysta 55 mieszkańców. Samorząd przeznaczył na ten cel prawie pół miliona złotych. Naczelnik Wydziału Środowiska Urzędu Miasta Kalisza Paweł Bąkowski przyznaje jednak, że wniosków z roku na rok jest coraz mniej.
Sami mieszkańcy czują, że sezon grzewczy już się rozpoczął.
- Okna zamykam, bo nie da się wytrzymać.
- Smród i kawałki sadzy.
- Ja założyłam już dawno temu na gaz, troszkę miałam zwrotu pieniędzy, ale jest naprawdę wygoda, bo nie muszę do piwnicy po węgiel schodzić.
- Ważne, żeby ktoś pokazał tym ludziom, w jaki sposób mogą inaczej ogrzewać mieszkanie i czy to będzie tańsze czy droższe.
W Kaliszu powstał punkt konsultacyjny dotyczący likwidacji kopciuchów. Urzędnicy pomagają mieszkańcom wypełnić wnioski na dofinansowanie wymiany ogrzewania.
Wraz z początkiem sezonu grzewczego wraca problem jakości powietrza. W Pile dzielnicami, w których dym wydobywający się z kominów bywa uciążliwy są m.in. Podlasie i Dołki.
- Przyczyną tej sytuacji nie jest tylko jakość opału, ale też ukształtowane terenu - podkreśla komendant Straży Miejskiej w Pile Wojciech Nosek.
Jeżeli nie ma większego wiatru, to tam po prostu to powietrze stoi i to zadymienie na pewno jest relatywnie większe niż w innych, bardziej otwartych przestrzeniach, szczególnie typu Jadwiżyn czy Motylewo
– wyjaśnia Wojciech Nosek.
- Czasami, jak ludzie palą w piecach, to jest po prostu smog taki, że nie wiem po prostu, czym oni palą – mówi mieszkanka pilskiej dzielnicy Dołki.
Rodzice mają domek jednorodzinny, więc ogrzewają węglem jeszcze, a jeżeli chodzi o gaz i inne alternatywne źródła to ile ludzi, tyle opinii
– dodaje inna mieszkanka tego osiedla.
- Gazowe mamy ogrzewanie i sobie je bardzo chwalimy. Ludzie doszli do wniosku, że ogrzewanie gazowe wcale nie jest droższe, niż węgiel, a roboty mniej – to wspólna opinia starszego małżeństwa.
Ogrzewam węglem. Najtańszym kosztem w tej chwili jest właśnie węgiel
– przyznaje kolejny mieszkaniec pilskich Dołków.
Straż Miejska w Pile kontroluje piece CO nie tylko na Dołkach. I robi to przez cały rok. Najczęściej kontrola kończy się na pouczeniu.
Mówimy przede wszystkim o tym, czym należy palić, gdzie taki opał certyfikowany można zakupić, jaki to jest piec i ile ktoś ma czasu na to, żeby ten piec wymienić. Jeżeli zachodzi taka potrzeba, pouczamy, wskazując termin do usunięcia tych najbardziej dotkliwych dla środowiska i sąsiadów elementów
– dodaje Wojciech Nosek.
Mandat jest ostatecznością, ponieważ jak zauważa komendant Straży Miejskiej "w tej chwili opał jest bardzo drogi i dając komuś mandat, tym bardziej zmuszamy go do tego, żeby nie palił czymś dobrym, tylko znowu czymś, co nie będzie dobrym rozwiązaniem".
Dlatego liczba mandatów za stosowanie złego opału jest bardzo niska. Otrzymują je osoby, które świadomie są długotrwale oporne na prośby strażników miejskich. W ubiegłym roku było to 12 przypadków. Każda z nich otrzymała mandat w wysokości 500 zł.
Rozpoczął się najgorętszy okres w handlu węglem. Choć ceny od października do grudnia są najwyższe, właśnie teraz na place ruszyli klienci indywidualni.
Kto jest roztropny, kupił węgiel między kwietniem a lipcem. Wcześniej nie, bo ceny są wtedy jeszcze dość wysokie. Choć zapasy maleją, jest jeszcze popyt. Najniższe ceny czarne złoto osiąga w miesiącach letnich, gdy ludzie częściej myślą o węglu na grilla, niż do ogrzewania. Z letniego letargu Polacy budzą się w sierpniu i wrześniu. Ceny rosną o 100-200 zł na tonie. Najdrożej jest między październikiem a grudniem, gdy węgiel kosztuje o 300-500 zł więcej niż w lipcu.
Na placach w okolicach Szamotuł można kupić np. węgiel groszek odkamieniony, suchy, 1499 zł za tonę; polski orzech wysokokaloryczny za 1380zł; ekogroszek workowany za 1699 złotych. Ale można znaleźć także za 1250 złotych.
Ile węgla potrzeba na zimę? Dla mieszkania w starym domu wielorodzinnym o powierzchni około 60 metrów kwadratowych będzie to od półtorej do dwóch ton. Dla stumetrowego domu jednorodzinnego to 4-5 ton.
Kto korzysta w Gnieźnie z ciepła miejskiego - zapłaci mniej za ogrzewanie. Przedsiębiorstwo Energetyki Cieplnej w Gnieźnie od 25 września wprowadziło tańsze taryfy. Jak to możliwe?
Zwykłym mieszkańcom trudno uwierzyć w obniżki cen ciepła. Jednak PEC w Gnieźnie od 25 września wprowadził taryfy niższe o prawie 6%.
To możliwe dzięki temu, że zamiast miału węglowego spalamy w piecach pellet, który udało nam się na dodatek kupić taniej niż rok temu. Dodatkowo spalając węgiel trzeba też płacić za tzw. uprawnienia do emisji szkodliwych gazów, a są one droższe niż sam węgiel. Przy spalaniu pelletu nie trzeba za nie płacić. Nawet porównując się do geotermii, jesteśmy jedną z tańszych taryf
- wyjaśnił prezes Jarosław Grobelny.
Tymczasem kto w Gnieźnie nadal pali węglem, musi zapłacić za tonę w składzie opału od 1150 zł do 1700 zł.