W sierpniu tego roku wykradzione maile spowodowały burzę w poznańskim urzędzie miasta. Stanowisko straciła wiceprezydent Poznania Agnieszka Pachciarz i szef miejskiej spółki ZKZL Paweł Augustyn.
Zawiadomienie o możliwości kradzieży prywatnej i służbowej korespondencji złożył właśnie ówczesny prezes Paweł Augustyn. Twierdził wtedy, że podczas urlopu ktoś wszedł do jego gabinetu, złamał hasła i wykradł maile. Kilka miesięcy temu Paweł Augustyn mówił, że w kręgu podejrzanych są pracownicy miejskiej spółki, a działanie traktuje jako pogróżki. Teraz twierdzi, że umorzenie sprawy kradzieży go nie dziwi.
"Nie wymyka się to standardowi obowiązującemu w mieście, boli tylko to, że kilka osób rozpowszechniało te maile, dla mnie wpisuje się to w kontekst innych działań np.mobbingowych; cieszę się, że jestem daleko od tych spraw" - powiedział nam Augustyn. Zdaniem byłego już prezesa kradzież korespondencji jest niebezpieczna dla spółki. Były tam poufne informacje, które mogą być łakomym kąskiem na przykład dla deweloperów. Paweł Augustyn nadal twierdzi też, że poznańska afera mailowa, a w konsekwencji jego zwolnienie z pracy to skutek zleconych w spółce kontroli, które miały wskazać nieprawidłowości przy wydawaniu publicznych pieniędzy.
Anna Skoczek/pś/int