NA ANTENIE: DZIEŃ DOBRY WIELKOPOLSKO
Studio nagrań Ogłoszenia BIP Cennik
SŁUCHAJ RADIA ON-LINE
 

STOP - przejścia nie ma

Publikacja: 13.09.2012 g.11:57  Aktualizacja: 13.09.2012 g.12:07
Poznań
Szlaban na jednym z kaliskich osiedli podzielił mieszkańców. Jedni chcą zapory inni są przeciwni.
ściana mur z cegły - TomFoto
/ Fot. TomFoto

Spis treści:

    I to właśnie sprowokowało nas do postawienia pytania: dlaczego ludzie coraz częściej stawiają szlabany, wysokie płoty, budują twierdze i w ogóle odgradzają się od innych? Płoty powstają, np. w Poznaniu, nawet między blokami na tym samym osiedlu. 

    Co jest powodem takiego barykadowania się we własnym domu, na swoim terenie? Niektórzy twierdzą, że szlabany służą bezpieczeństwu. Audycja "W Środku Dnia" - godzina 12.20 - telefon 618-654-654.

    https://radiopoznan.fm/n/
    KOMENTARZE 7
    Marcin 13.09.2012 godz. 23:46
    Rozumiem stawianie płotów wokół swojego podwórka, kiedy mieszka się na wsi, ale grodzenie poszczególnych bloków jak to jest np. na poznańskim osiedlu Batorego, Naramowicach czy też na Polance, powinno być zakazane przez plan zagospodarowania przestrzennego. Przez to droga pieszego wydłuża się niemiłosiernie, utrudnione jest dojście do sklepów, dojazd karetek, a i sami mieszkańcy jeśli nie wezmą klucza są skazani na wydzwanianie do sąsiadów żeby dostać się w pobliże własnego bloku. Dodatkowo takie grodzenie się alienuje sąsiadów jeszcze bardziej od siebie i czują się oni zupełnie zwolnieni z odpowiedzialności za wspólne dobro, więc nie reagują na żadne podejrzane zachowania w sąsiedztwie, no bo przecież jest płot, a czasem nawet jakaś pseudo ochrona więc niech oni się zajmą. Na Zachodzie od dawna już rezygnuje się z takich rozwiązań, a w Polsce ciągle developerzy podkreslają, że osiedle (szumnie nazywają tak często dwa bloki na krzyż!) jest ogrodzone i chronione, co tylko zwiększa czynsz i niesie w/w utrudnienia nie dając praktycznie nic w zamian.
    Jacek 13.09.2012 godz. 13:45
    Dwa lata temu na mojej ulicy przybyli nowi mieszkańcy. "Przywęrowali" z Poznania. Kupili dom. Pani Ela była wyjątkowo serdeczną i ciepłą osobą. Chciała poznać mieszkańców swojej nowej ulicy, bo jak by nie było, byli nowymi sąsiadami. Była zachwycona spokojem, ciszą, otoczeniem. Cieszyła się, że poznaje nowych sąsiadów. Swoją posesję miała ogrodzoną płotem z siatki. Z jednej strony. sąsiedzi maja kilka sympatycznych piesków. Po roku Pani Ela już się wyciszała. Coraz mniej zagadywała i raczej niezauważona wracała do swojego domu. Panią Elę bardzo lubię i ona mnie też. Często rozmawiamy i wymieniamy się roślinkami, poradami o ogródkach, ogrzewaniu. Nie rozmawiamy ze sobą o naszych rodzinach, o polityce i religiach. Ale! - staramy sobie podpowiedzieć o możliwościach zarobku, bo weiadomo. Mamy już swoje ponad 50 lat.
    Ostatnio Pani Ela wsadziła tuje przy jednym płocie, a drugi obsadziła bleszczem i malinami. Posadziła tuje i maliny i bluszcz, bo denerwują ją wścibstwo, podglądanie, wypytywanie. denerwuje ją brak reakcji na zwracaną uwagę, że te pieseczki przy płocie pod jej oknem najzwyczajniej śmierdzą. Denerwuje ją to, że sąsiedzi chcą wszystko się dowiedzieć i nic nie powiedzieć o sobie. Wraca cichutko do swojego domu, bo denerwuję ją to, że przed płotami na ulicy jej sąsiedzi robią sobie trawniki, podnoszą teren i mają w nosie to, że podczas opadów, pod jej bramką robi się bryja. Smutne to. Ja przywykłem do takiego egoizmu i nie zwracam na to uwagi. Pani Ela jest zwykłym człowiekiem. Tak jak ja. I Pani Ela i ja nie mamy dyplomów ani społecznych pozycji. Nasi sąsiedzi to ludzie wykształceni z dyplomami. W latach sześdziesiątych we wsi gdzie mieszkałem, Panowie i I Panie nauczyciele , byli przykładem w każdym calu. Pierwsi się kłaniali prostym ludziom. Byli przykładem w relacjach i zachowywali umiar i takt w rozmowach. Dziś się to pozmieniało. Ludzie nie odriżniają prostoty od prostactwa, ciekawości od wścibstwa, rywalizacji od zawiści. Sporo ludzi w każdych relacjach chcve być traktowany niczym książe, czy księżniczka i czując się kimś lepszym i traktuje swoje otoczenie jak głupie dzieci na posyłki. Świat staje się rozkrzyczany, rozreklamowany i ludziom wydaje się, że wszystkiego są godni. Wymagają i domagają się szacunku, nie okazując go innym. To jest moim skromnym zdaniem mur w naszych głowach znacznie bardziej niebezpieczny, niż mur berliński, czy nawet chiński. Cieszę się, że Wasze Radio Merkury, nie tworzy barier i nie obraża swoich słuchaczy. Jestem Waszym słuchaczem. Waszym i jeszcze jednej stacji. Tam też nikogo nie obrażają za poglądy, za przekonania i nikogo nie ośmieszają.
    Pozdrowienia dla całego Radia Merkury. Trzymajcie się Kochani. - jacek.
    Ania 13.09.2012 godz. 13:03
    Nie wyobrażam sobie mieszkać na wisi i nie mieć płotu. Jak inaczej miałabym chronić się przed odchodami bezpańskich (niby) zwierząt i wścibskimi spojrzeniami ciekawskich sąsiadek? Nie jestem snobem a z miasta wyprowadziłam się w poszukiwaniu spokoju. Pozdrawiam.
    upierdliwa 13.09.2012 godz. 12:56
    Grodzenie jest konsekwencją wszelkich wprowadzanych opłat.
    Dlaczego "ja" mam płacić za kogoś za: śmieci, koszenie trawy, remont chodnika...itd.
    Ktoś inny idzie przez "mój" trawnik, zadepcze, naśmieci, a "ja" płacę za ogrodnika.. "Ja " zrobiłem (zapłaciłem) za piaskownicę, co mi tu ktoś będzie z tej mojej krwawicy korzystał...
    To jest głównie przyczyna grodzenia.
    Joanna 13.09.2012 godz. 12:55
    Witam serdecznie. Niestety, ale czasami takie grodzenie sie jest nieunikonione. Oczywiście wszystko zależy od tego z kim się mieszka lub dzieli podwórko. Ja mieszkam w tzw. "bliźniaku" i podwórko dzielę z rodziną mojego mężą. Cóż, na początku było ono nieogrodzone, ale kiedy "sąsiadka" sprzątała psie kupy po swoim piesku tylko do umownej granicy, szlak mnie po prostu trafiał. Nie mam psa i nie chciałabym musieć sprzątać po cudzym. Toteż powstał między nami mały płotek oddzielający podwórka i przyznam że unormowało to wiele spraw i niepotrzebnych niejasności. Pozdrawiam
    Anna 13.09.2012 godz. 12:47
    Na poznańskim Umultowie ogrodzone zostało jezioro Umultowskie przez prywatnego właściciela. Okazało się, że nagle jezioro to przestało być jeziorem przepływowym, więc wszystko jest zgodne z prawem!. Dotychczas jeziorko to służyło wędkarzom, było ostoją ptactwa wodnego, było atrakcją dla turystów a zimą dla łyżwiarzy. Teraz nikt nie może się zbliżyć do jeziora bo to jest czyjeś i koniec. To jest tak jak napisał p. Andrzej "to je moje"
    Andrzej 13.09.2012 godz. 12:29
    Niestety - jeżeli ktoś już zakupił te swoje 40m2 to czuje się wielkim panem na zagrodzie i nie pozwoli wejść bo "to je moje". Na naszym osiedlu mieszkańcy sąsiedniego bloku nie zgodzili się nawet na założenie bramy w płocie (na klucz), co znacznie skróciłoby drogę do sklepu. Ludzie uważający się za wielkich państwa, a mentalność jak za starego Kargula.