- Wolontariusze pracują, a miasto na nich zarabia. To wyzysk w biały dzień. To jest świetne rozegranie sprawy. Tytułem "wolontariusza roku" nagrodzi się osobę, która jest po prostu wykorzystywana przez instytucje publiczne - mówi przewodniczący Niezależnego Zrzeszenia Studentów UAM, Mateusz Dworek.
Miasto nie rozumie tych zarzutów. Wolontariusze są tam, gdzie i tak nie zatrudnilibyśmy pracownika za wynagrodzeniem. - Nikogo nie zmuszamy do pracy, a chętnych jest wielu, także studentów - mówi odpowiedzialny za Wolontariat Miejski Waldemar Rembas z Biura Prezydenta Poznania. - Nigdy nie traktowaliśmy wolontariuszy jako tanią siłę roboczą. Jeżeli przygotowania do dużej imprezy, jak np. Euro, trwają kilka lat, to trudno jest znaleźć osoby, które znalazłyby czas na pracę całkowicie za darmo - tłumaczy.
Niezależne Zrzeszenie Studentów podkreśla, że nie chodzi o pieniądze, tylko o poczucie sprawiedliwości. - Jedni zarabiają na dużej imprezie, a inni są w tym czasie wyzyskiwani - mówi Dworek. I podsuwa pomysł - darmowe przejazdy komunikacją miejską dla najaktywniejszych wolontariuszy. Na znak protestu NZS nie wystartuje w konkursie.
Kandydatów na Wolontariusza Roku, w pięciu kategoriach, zgłaszać można do 20 listopada. Uroczysta gala i wręczenie nagród w grudniu.