W niedzielę zaprosiła do swojej siedziby bezdomnych, potrzebujących i samotnych. Przyszło około 300 osób. Wielkanocne śniadanie w Barce to już tradycja. Przygotowania do niego trwały od kilku dni.
"Zawsze przygotowujemy to, co w tradycyjnej rodzinie, tylko razy trzysta. I białą kiełbasę, i sałatkę i jajka faszerowane, żurek" - mówi Maria Sadowska z Barki.
Nad przygotowaniami w kuchni czuwała Grażyna Dylewska. "Przygotowaliśmy około 200 kilogramów bigosu, tyle samo sałatki jarzynowej. Zaczęliśmy od środy, od bigosu" - mówi. A potrzebujący już na pół godziny przed rozpoczęciem wielkanocnego śniadania czekali przed bramą fundacji. Niektórzy przychodzą do Barki co roku. "Ja tu kiedyś pracowałem jako ślusarz za jedzenie, a teraz różnie bywa" - mówił jeden z mężczyzn.
W kuchni i na sali pomagali podopieczni Barki, którym udało się wyjść na prostą. "Ja tych ludzi rozumiem, bo ja byłem w podobnej sytuacji, może nie skończyłem na ulicy, ale też w jakimś sensie ta bezdomność pojawiała się. Ja jestem bardzo szczęśliwy, że tacy ludzie mogą z nami usiąść i mogą z nami świętować zmartwychwstanie Pana Jezusa" - dodał Łukasz Kaniewski ze wspólnoty Barka.