Ogień pojawił się w nocy z 17 na 18 listopada w szopie i garażu. Szybko się rozprzestrzeniał, zagrażając ludziom. W akcji ratunkowej uczestniczyli wspólnie strażacy i policjanci.
Z większości zabudowań gospodarczych pozostały zwęglone zgliszcza. Ogień był tak gwałtowny, że zwęglona jest nawet drewniana brama do gospodarstwa. Sam dom na pierwszy rzut oka nie wygląda na zniszczony, ale po bliższych oględzinach widać ślady żaru, na przykład osmalone i popękane szyby. W sporej nawet odległości wyczuwalny jest zapach spalenizny.
W zabudowaniach teraz nikogo nie ma, ale w nocy było - według sąsiadów - sześć, a nie jak podawano w komunikatach 5 osób. Wyprowadzili je wspólnie strażacy i policjanci, którzy z poświęceniem zaangażowali się akcję ratunkową.
Sierżanci Hubert Siejek i Jędrzej Maciejewski z komendy powiatowej policji w Nowym Tomyślu powiedzieli naszemu reporterowi, że działali mechanicznie, nie zastanawiając się nad tym, że mogą stracić życie lub zdrowie. Podkreślali znakomitą współpracę ze strażakami.
Również rzecznik komendy powiatowej straży pożarnej potwierdza, że współdziałanie było na medal. Policjanci nie czują się bohaterami, choć w nocy musiało tu być koszmarnie, sądząc po efektach działania ognia. Mają nadzieję, że ich udział w tym, co się stało wpłynie na społeczny odbiór policji.
- Od zgłaszającego usłyszeliśmy, że w budynku mieszkalnym ma się znajdować jeszcze pięć osób, w tym trójka dzieci.Podjęliśmy decyzję, że pójdziemy pomóc tym ludziom, bo ich zdrowie i życie jest najważniejsze.
- To jest nasza praca, jesteśmy do tego szkoleni, ślubowaliśmy pomagać, chronić
- mówią policjanci.
Oficer Prasowy Komendy Powiatowej Policji w Nowym Tomyślu, Barbara Sobieszek, nie ma wątpliwości, że każdy policjant pomoże w potrzebie.
Większość policjantów wychodzi z założenia, że to jest dynamiczna akcja, nie zastanawiają się, po prostu reagują
- wyjaśnia Barbara Sobieszek.
CZYTAJ: Uratowali 5 osób z płonącego domu. Bohaterska akcja policjantów