Ludzie stali w kolejkach próbując wyrobić, naprawić lub doładować nową kartę. Zawieszała się strona internetowa PEKI, a urzędnicy gubili się w tłumaczeniach. Szukano winnych, opozycja atakowała władze miasta. Zarząd Transportu Miejskiego, by ratować sytuację, uruchomił dodatkowe punkty sprzedaży biletów.
Ludziom stojącym w kolejce rozdawano wodę, a kontrolerzy nie wypisywali mandatów pasażerom, którzy nie poradzili sobie z PEKĄ. Kiedy sytuacja zaczęła się stabilizować, spalił się jeden z serwerów PEKI. Dziś nowy system ma już pół roku. Wielu pasażerów zamiast używać PEKI wciąż jednak woli kasować, stare, droższe, papierowe bilety.
Za awarie, długie kolejki i lipcowy upał... nie można winić poprzednich władz miasta. Ale te wszystkie sprawy mogły mieć wpływ na wynik wyborów w Poznaniu? Czy poznaniacy sztucznie blokowali stronę internetową PEKI? Jak mały kawałek plastiku może pisać historię tego miasta? (posłuchaj).