W drugiej połowie spotkania fani Kolejorza - wbrew prawu - odpalili race i świece dymne. Mecz dwukrotnie trzeba było przerywać. Lech przegrał 0:3.
Wojewoda Piotr Florek spotkał się we wtorek rano z przedstawicielami klubu i wszystkich służb zabezpieczających mecz. Na konferencji prasowej powiedział m.in., że gdyby najbliższy mecz w odbywał się w najbliższych tygodniach w Poznaniu zamknąłby cały stadion. Do marca jest jednak sporo czasu by znaleźć sprawców piątkowych wydarzeń i dlatego decyzja o zamknięciu jednej trybuny, na jeden mecz.
Wojewoda zaapelował też do władz klubu, by wydały zakaz wnoszenia na stadion tak zwanych sektorówek, czyli olbrzymich flag, które przykrywają całą trybunę.
Henryk Szlachetka - odpowiedzialny w Lechu za bezpieczeństwo - jest przekonany, że ponad 170 rac, które kibice odpalili podczas piątkowego spotkania, nie wnieśli na stadion w dniu meczu. - Wiara Lecha wynajmuje od władz miasta pomieszczenie na stadionie. Oni za to płacą, a my nie możemy tam wejść i je skontrolować - mówi. Szlachetka tłumaczył, że przed meczem odbyło się spotkanie z Wiarą Lecha i klub - akceptując oprawę spotkania - nie zgodził się na odpalanie rac.
W tym tygodniu mają się zebrać władze Lecha, które zajmą się piątkowymi wydarzeniami. Do tej pory sąd ukarał jednego z kibiców, który odpalał race. Mężczyzna dostał rok więzienia w zawieszeniu, grzywnę i trzyletni zakaz stadionowy. Policja cały czas identyfikuje kibiców, którzy odpalali race.
Wiosenną rundę Lech rozpocznie się 24 lutego od wyjazdowego meczu w Chorzowie. U siebie zagra w pierwszy weekend marca z warszawską Polonią.