Politycy dołączyli do protestu maszynistów
Mieszkańcy mają dość hałasów, a klub zapewnia, że działa zgodnie z prawem i normami.
Mieszkańcy wsi z okolic Bednar mówią, że po trzech latach funkcjonowania klubu dla skoczków spadochronowych mają dość wiecznych hałasów.
- Warkot samolotu, który wynosi skoczków jest dla nas udręką. Najgorzej jest w weekendy, kiedy od rana do wieczora słyszymy nawet do 21 lotów dziennie.
- Ludzie modlą się o deszcz (bo wtedy nie ma skoków), żeby móc otworzyć okno i odpocząć.
- Ja tu się czuję, jak podczas desantów aliantów w Normandii, bo jest nadlatywanie samolotu z każdej strony. To powoduje taki pierwotny strach. Na mojej nieruchomości lądował także skoczek spadochronowy.
Marta Molińska z zarządu klubu twierdzi, że klub działa zgodnie z prawem, nie łamie norm hałasu i wielokrotnie szedł z mieszkańcami okolic na kompromis.
Kompromisem jest np. to, że w czwartki nie zaczynamy skoków z samego rana tylko później, w soboty dopiero od 9:00. Zainwestowaliśmy też duże pieniądze w nowe i bardziej ciche śmigło samolotu wynoszącego skoczków. Wydaje się, że naszych wysiłków ta grupa nie dostrzega
- uważa Molińska.
Mieszkańcy okolicy zapowiadają, że w najbliższą niedzielę będą protestować przed wjazdem do klubu na lotnisku w Bednarach.