Z Bangkoku można wrócić np. przez Kazachstan, Chiny, Indie czy właśnie Seul, ale trzeba się liczyć ze wzrostem cen biletów - mówi poznański podróżnik, autor bloga Siódmy w Świecie Dawid Siódmiak.
Za powrót do domu w takiej sytuacji trzeba było więcej zapłacić, bo blisko 3 tysiące złotych wyszło za lot do Polski z Seulu i 800 złotych z Bangkoku do Seulu, więc prawie cztery tysiące z bagażami. Tu w Bangkoku na mieście widać turystów trochę zaniepokojonych na pewno, nerwowo dzwonią, szukają alternatywnych lotów
- zaznacza.
Mamy efekt domina, bo problemy na Bliskim Wschodzie przenoszą się na Tajlandię i kolejne kraje - dodaje poznański podróżnik Dawid Siódmiak.
Ludzie nie mają jak wrócić chociażby z Malediwów, którzy są na wakacjach. Tutaj już ponad 50 lotów z samej Tajlandii zostało odwołanych w jedną czy drugą stronę, więc turyści nie mogą wylecieć z Tajlandii. Muszą szukać biletów w windujących cenach
- wyjaśnia poznański podróżnik.
Wszystkie zorganizowane grupy Polaków opuściły już Izrael drogą lądową i dostały się do Egiptu. Kolejni Polacy opuszczają też Jordanię korzystając z samolotów i promów - taką informację przekazał dziś rzecznik MSZ Maciej Wewiór. W systemie Odyseusz zarejestrowało się 10 tysięcy Polaków, którzy przebywają w Zjednoczonych Emiratach Arabskich.