Poznań wyludnia się, ale tylko na papierze? Według danych Głównego Urzędu Statystycznego liczba mieszkańców stolicy Wielkopolski ciągle spada i w połowie tego roku wyniosła 535 tysięcy. To o ponad tysiąc mniej niż pół roku wcześniej.
Miejscy urzędnicy szacują jednak, że w Poznaniu żyje więcej osób. Powołują się między innymi na informacje operatorów telefonii komórkowej.
"Według tych danych w Poznaniu w 2024 roku liczba mieszkańców to ponad 716 tysięcy osób" - powiedziała Radiu Poznań dyrektorka Wydziału Rozwoju Urzędu Miasta Poznania Iwona Matuszczak-Szulc.
Miasto, które się wyludnia, to optycznie widać, że na przykład stoją pustostany, że na ulicach nic się nie dzieje, że mieszkania tracą wartość, a w Poznaniu mamy zupełnie inną sytuację. Rzadko możemy zaobserwować pustostany. Wydaje się jednak, że trzeba wypośrodkować to, co podaje Główny Urząd Statystyczny z tym, co podają dane telefonii komórkowych
- przyznaje dyrektorka.
Poznań ma też ujemne saldo migracji. Oznacza to, że w ubiegłym roku więcej osób się z miasta wyprowadziło niż do niego wprowadziło.
Poznań oficjalnie traci mieszkańców, a zyskuje położony wokół stolicy Wielkopolski - powiat poznański. W 17 gminach powiatu poznańskiego żyje około 450 tysięcy ludzi, a jeszcze w 2000 roku było ich około 300 tysięcy. Skąd ten wzrost?
Do gmin powiatu poznańskiego przeprowadziło się wielu mieszkańców Poznania. Przyciągały ich między innymi ceny. Wybudowanie domu pod Poznaniem było tańsze.
Wśród gmin, które ciągle zyskują mieszkańców jest Kórnik. Jeszcze w 2000 roku w gmina miała 20 tysięcy mieszkańców, a dziś 37 tysięcy.
Jeszcze większy wzrost odnotowano w gminie Tarnowo Podgórne. W ciągu 25 lat liczba mieszkańców wzrosła z 13 do 30 tysięcy.
Są jednak gminy w powiecie poznańskim, w których w tym czasie liczba mieszkańców wzrosła nieznacznie. To między innymi Buk i Puszczykowo.
Kalisz od lat się wyludnia. Jeszcze na początku tego wieku miasto liczyło ponad 100 tysięcy mieszkańców. Obecnie nie ma nawet 90 tysięcy. W Kaliszu z roku na rok ludzi ubywa. Młodzi nie wracają do miasta po studiach w większych ośrodkach, starsi wyprowadzają się na obrzeża.
Tę pikującą od lat demografię mają zatrzymać m.in. wyższe uczelnie: Uniwersytet Kaliski czy wydział Pedagogiczno-Artystyczny UAM. Na tym pierwszym powstały nowe kierunki, które są oblegane przez studentów - prawo i kierunek lekarski.
- Od kilku lat miasto ze swoich zasobów przeznacza kilka mieszkań dla młodych, by ich zatrzymać w Kaliszu - przyznaje wiceprezydent Mateusz Podsadny.
To są kawalerki lub mieszkania dwupokojowe, po remontach, w dobrej lokalizacji. Miasto typując takie mieszkania też bierze pod uwagę, żeby one były w różnych miejscach
- tłumaczy wiceprezydent.
W 2000 roku do Kalisza przyłączono trzy wsie: Sulisławice, Sulisławice Kolonię i Dobrzec. Później podobny zabieg planował przeprowadzić prezydent Grzegorz Sapiński, ale pomysł został oprotestowany przez mieszkańców okolicznych miejscowości. Planowano wówczas przyłączyć do Kalisza Kościelną Wieś, gdzie dziś na osiedlu Złote Łąki tuż za granicami miasta mieszka spora liczba kaliszan. Wskutek zmniejszającej się liczby mieszkańców - zmniejszyła się także liczba radnych, miasto straciło też stanowisko jednego wiceprezydenta.
W ubiegłym roku w Kaliszu mieszkało 89167 osób, obecnie Kalisz ma 88180 mieszkańców.
Na początku XXI wieku liczył ponad 83,5 tysiąca mieszkańców, a na koniec ubiegłego roku było ich ponad 65,3 tysiąca osób. Mowa o Koninie, który od kilku lat co roku traci około tysiąca mieszkańców.
Wszyscy wyjeżdżają. Tu u nas w bloku, to tylko są emeryci, tak jak my zostaliśmy. Żadnych młodych nie ma
- powiedział mieszkaniec.
- W mieście rodzi się coraz mniej dzieci, społeczeństwo się starzeje – mówi zastępca prezydenta Konina Paweł Adamów.
Mieszkańcy wyprowadzają się poza tereny miejskie. Młodzi ludzie emigrują też do dużych miast w Polsce i w Europie
- przyznaje Adamów.
Region koniński jest w trakcie transformacji energetycznej. W przyszłym roku przestanie działać tam ostatnia odkrywka węgla brunatnego. W ubiegłym roku stopa bezrobocia w Koninie wyniosła prawie 6%, a w powiecie konińskim niespełna 8,5%. Zdaniem zastępcy prezydenta brak pracy w mieście to mit.
Bezrobocia w Koninie nie ma. Jeżeli zrobimy sobie przegląd wśród kilkudziesięciu największych firm w Koninie, to każda firma dzisiaj jest na etapie poszukiwania pracownika. To pracownicy wysoko wyspecjalizowani, ale także pracownicy fizyczni.
- dodaje wiceprezydent.
A co sądzą mieszkańcy?
- Ciężko jest znaleźć pracę u nas w Koninie.
- Tym bardziej, że najniższą krajową płacą. Ciężko jest wyżyć teraz za najniższą krajową.
Rozwój budownictwa mieszkaniowego, pozyskiwanie kolejnych inwestorów czy wprowadzenie Konińskiej Karty Mieszkańca, która umożliwia ulgi w mieście to między innymi działania, które podejmuje miasto, by zatrzymać ludzi w Koninie.
Wyludnianie Leszna to problem, który z każdym rokiem staje się bardziej widoczny. Spadająca liczba urodzeń, rosnące koszty życia oraz przenoszenie się mieszkańców do okolicznych miejscowości czy większych miast sprawiają, że samorząd musi szukać nowych rozwiązań, by powstrzymać negatywny trend.
Dane demograficzne pokazują skalę zjawiska wyjątkowo wyraźnie: liczba mieszkańców stałych spadła z 59 963 w 2019 roku do 55 757 w roku 2024 (dane na koniec roku). Jednocześnie coraz bardziej pogarsza się bilans urodzeń i zgonów. W 2017 roku odnotowano 689 urodzeń i 594 zgony, natomiast w 2024 urodzeń było już tylko 322, a zgonów aż 621. Jeszcze słabiej wypadają dane z 2025 roku – do 31 sierpnia urodziło się 195 dzieci, a zmarły 474 osoby.
Prezydent Leszna Grzegorz Rusiecki w rozmowie z Radiem Poznań przyznał, że przyczyn wyludniania jest wiele i łączą się one zarówno z demografią, jak i sytuacją ekonomiczną regionu. Jak wyjaśnia, w mieście rodzi się znacznie mniej dzieci niż wcześniej, a jednocześnie rośnie popularność tańszych terenów sąsiednich. Podkreśla, że działki pod Lesznem potrafią być nawet o połowę tańsze niż w granicach miasta, co dla wielu młodych rodzin planujących budowę domu staje się decydującym argumentem.
Władze starają się jednak reagować. Rusiecki zapowiada, że jednym z nowych narzędzi ma być Leszczyńska Karta Mieszkańca, która rusza 24 listopada.
To produkt przeznaczony wyłącznie dla mieszkańców Leszna, obejmujący system zniżek m.in. na parkingi oraz dostęp do wydarzeń kulturalnych i sportowych
– tłumaczy prezydent. Dodaje, że do programu dołączyło już wielu prywatnych partnerów oferujących własne rabaty.
Samorząd stawia także na poprawę jakości przestrzeni miejskiej – budowę ścieżek rowerowych, rozwój terenów rekreacyjnych oraz poprawę komunikacji. Rozwijają się też inwestycje mieszkaniowe, w tym
budownictwo komunalne i TBS. Rusiecki zastrzega jednak, że odwrócenie trendu demograficznego będzie procesem długotrwałym i trudnym, bo z podobnym problemem boryka się cała Polska.
„Dzieci wyjechały, my zostaliśmy”. Do statystyk dołączają życiowe historie. Napotkane przez nas starsze małżeństwo przyznaje, że choć sami dobrze czują się w Lesznie, to ich dzieci wybrały życie w większych miastach.
Wyjechała cała trójka. Dwójka dzieci do Wrocławia, a trzecie do Warszawy. Pojechali za lepszymi zarobkami
– przyznali. Zapytani, czy w Lesznie brakuje perspektyw, odpowiadają z nutą wahania:
Jedni mówią, że są, inni że nie. Trudno to ocenić. My lubimy Leszno, dobrze nam się żyje i nigdzie się nie wybieramy
– dodali.
Ta historia to tylko jeden z wielu przykładów pokazujących, że choć Leszno pozostaje miejscem przyjaznym do życia, dla młodych ludzi wciąż za mało konkurencyjne wobec większych ośrodków.
Niższe ceny działek budowlanych w gminach i niski przyrost naturalny powodują, że Gniezno się wyludnia. Z tego powodu władze miasta podjęły decyzję o wygaszaniu lub zamknięciu dwóch przedszkoli.
W 1998 roku w Gnieźnie było zameldowanych ponad 71 tysięcy osób. Teraz to niespełna 60 tysięcy osób - podaje ewidencja ludności Urzędu Miejskiego.
Nawet dokument przygotowywany przez urzędników wykazał, ze 45% młodych ludzi nie chce zostać po zakończeniu nauki w Gnieźnie
- alarmował na sesji rady miasta radny Robert Gaweł.
Co robią władze miasta, aby młodych zatrzymać?
Mamy gminny program rewitalizacji. Chcemy też zapytać młodych ludzi, co dla nich jest ważne. Będziemy robić wszystko, aby być jak najlepszymi
- mówi zastępca prezydenta Gniezna Joanna Śmigielska.
W przyszłym roku w mieście ma też powstać nowy blok na 45 rodzin realizowany przy współpracy z miastem Gnieznem.
Piła "rozlewa się" na okoliczne gminy. Jak informuje prezydent Piły Beata Dudzińska, liczba mieszkańców miasta w ciągu ostatnich 25 lat zmniejszyła się o około 10 procent i wynosi obecnie 63 950 zameldowanych. Przyczyny depopulacji to: spadek urodzeń, migracja mieszkańców w poszukiwaniu lepszej pracy do większych ośrodków i za granicę oraz właśnie przeprowadzki do podpilskich gmin.
W zasadzie, gdyby policzyć tych mieszkańców, ilu ich przybyło w ostatnich latach, to jest to niemalże dokładnie ta ilość, którą Piła jako miasto utraciła
- zauważa prezydent.
Największym beneficjentem tej tendencji jest sąsiadująca z Piłą gmina Szydłowo, w której w ciągu ostatniego ćwierćwiecza przybyło ponad 36% mieszkańców.
Pilan ubywa również dlatego, że szukają swojej szansy w większych ośrodkach.
Syn w Poznaniu. Wyjechał za lepszą kasą
– mówi mężczyzna w wieku emerytalnym, który robił zakupy na Targowisku Miejskim.
Chcę tutaj studiować ekonomię, ale czy zostanę tu, jeszcze nie wiem
– stwierdza uczennica jednej z pilskich szkół średnich.
W Pile nie brakuje miejsc pracy dla młodych, ale uważam, że młodzi ludzie coraz mniej chcą pracować
– przyznaje jej koleżanka.
W Pile realizowany jest program „Mieszkanie na start”, z którego korzystają rekomendowani przez lokalne firmy pracownicy do 35 roku życia. W ciągu 10 lat jego funkcjonowania podpisano 41 umów. W najbliższym czasie miasto będzie też stawiać na rozwój budownictwa komunalnego.
Stworzymy program dla młodych pilan, którzy tworzą rodziny, są rodzicami i takie wsparcie wkrótce im zaoferujemy
– zapowiada prezydent Piły.
Oprócz klucza do mieszkania komunalnego tym, co ma zatrzymać młodych pilan w Pile jest gospodarka.
Stąd nie tylko tworzymy w tej chwili kolejną strefę przemysłową „Piła Lotnisko”, ale też pracujemy nad świadomym wyborem pracy przez młodych pilan, wdrażamy ich już na etapie szkoły podstawowej i później średniej w pilską gospodarkę po to, żeby swoją przyszłość wiązali właśnie z Piłą
– dodaje Beata Dudzińska.
Szamotuły mają swoje Pamiątkowo, Oborniki Bogdanowo, a Nowy Tomyśl Przyłęk. Choć suburbanizacja kojarzy się z wielkimi metropoliami, podobny proces po cichu zjada także mniejsze ośrodki - te do 40 tysięcy mieszkańców. W mniejszych miejscowościach ten proces przebiega wolniej.
W małych miastach suburbanizacja to raczej wieloletnie „rozlewanie się” zabudowy jednorodzinnej na sąsiednie gminy. Ludzie budują, gdzie taniej i gdzie ciszej, nawet gdy brakuje drogi, kanalizacji czy chodnika. Gminy też się cieszą, bo każdy nowy dom to kolejny podatnik. Gdy domów jest już kilkaset okazuje się, że droga gruntowa stała się autostradą pieszo–samochodową, a lokalny wodociąg nie wystarcza. Szkoły w centrach miast pustoszeją, a te na obrzeżach pękają w szwach. Dowożenie dzieci zamienia się w poranny rytuał nerwów, bo wszyscy przyjeżdżają w to samo miejsce o tej samej godzinie. Dyrektorzy walczą o dodatkowe sale, samorządy o pieniądze, a rodzice – o wolne miejsce przy przedszkolu, które „miało przecież wystarczyć na lata”.
Efekt końcowy suburbanizacji w małych miastach to swoisty patchwork: trochę domów tu, trochę tam, infrastruktura porozrzucana jak puzzle, których nikt nie chce ułożyć. Brakuje planowania przestrzennego z prawdziwego zdarzenia - ale nie dlatego, że nikt go nie chce. Po prostu potrzeby rosną szybciej niż plany.