W tartaku przygniotły go bale drewna. Sprawa nie jest oczywista, bo pogotowie wezwano dopiero do domu mężczyzny, do innej miejscowości.
Do wypadku doszło w miniony piątek w tartaku w Janowie koło Środy. Podczas rozładunku drewniane bale stoczyły się z naczepy na jednego z robotników i go przygniotły. Zamiast jednak wezwać pogotowie, właściciel odwiózł poszkodowanego do domu, do innej wsi, odległej o kilka kilometrów. I tam dopiero zostało wezwane pogotowie. Mimo podjętej reanimacji mężczyzna zmarł.
Na pytanie "gdzie zmarł: w domu czy w tartaku" prokuratura nie udziela informacji. "Nie jesteśmy pewni; nie będziemy spekulować" - powiedziała Marlena Migielicz, zastępca prokuratora rejonowego w Środzie. Dodaje, że na razie śledztwo prowadzone będzie pod kątem nieumyślnego spowodowania śmierci w połączeniu z artykułem o narażeniu pracownika na niebezpieczeństwo utraty życia - ale kwalifikacja może się zmienić. Wypadek bada też Państwowa Inspekcja Pracy.