Lech zagra z Interem Baku!
We wrześniu 2007 roku oskarżony walczył ze szkodnikami w jednym z domów jednorodzinnych w Luboniu. Zastosował środki, które zdaniem sądu, spowodowały śmierć dziecka. Sąd odrzucił wersję obrony, że chłopiec zatruł się na przykład tlenkiem węgla. O wyroku - jak podkreślał sędzia Przemysław Wita - zdecydowały opinie biegłych, którzy jednoznacznie wskazali, że przyczyną śmierci były toksyczne środki zastosowane przez deratyzatora.
Prokuratura chciała dla mężczyzny dwóch lat więzienia, bez zawieszenia. Sąd zawiesił jednak wyrok na pięć lat, bo oskarżony nie był wcześniej karany, było to przestępstwo nieumyślne, ponadto w więzieniu deratyzator nie miałby możliwości zarobienia pieniędzy na odszkodowanie dla rodziców chłopca. Kwota jaką przyznał sąd jest najwyższą z możliwych. Sąd zabronił jednak mężczyźnie przez pięć lat wykonywać dotychczasową pracę.
Deratyzator nie przyznawał się do winy. Jego oraz rodziców dziecka nie było w sądzie. Wyrok nie jest prawomocny.