Szukają gazu na północy... Poznania
Podatek, wprowadzany przez Węgrów, zwany też "podatkiem hamburgerowym" (choć hamburgerów nie obejmuje), będzie dotyczyć przede wszystkim napojów energetyzujących, chipsów i innych przekąsek, słonych i słodkich ciasteczek oraz pakowanych ciast. Jego wysokość to 5 forintów od 1 litra napoju, 250 forintów od 1 litra napoju energetyzującego i 100-200 forintów od 1 kilograma herbatników i ciast (jedno euro to około 270 forintów). Przeprowadzane w ostatnich latach badania nawyków żywieniowych Węgrów i ich skutków dla zdrowia wykazują, że problemy związane ze zbyt dużym spożyciem tłuszczu i soli rosną, coraz bardziej niepokoją.
Dietetyk Kinga Markowska z Leszna przyznaje, że przyzwyczajenia żywieniowe młodych Polaków, niepokoją coraz bardziej. A wie, co mówi, bo zajmowała się tym problemem naukowo.
Przed plagą otyłości w Polsce ostrzega dr Maria Gawlińska, dyrektor sanatorium w Osiecznej, które przez lata organizowała turnusy odchudzania dla otyłych młodych Wielkopolan.
O ewentualnym wprowadzeniu w Polsce "podatku chipsowego" rozmawialiśmy też z wielkopolską posłanką Elżbietą Streker - Dembińską, wiceprzewodniczącą sejmowej komisji zdrowia.
Kingę Markowską zapytaliśmy też, czy w Polsce potrzebne jest takie węgierskie "chipsowe" rozwiązanie, a dr Marię Gawlińską o to, czy łatwo zrzuca się zbędne kilogramy. A co o węgierskim rozwiązaniu "antychipsowym" Sądzą nasi Słuchacze? Czy wyższe podatki za niezdrową żywność to właściwa droga do ograniczania ich spożycia? A może należałoby całkowicie zakazać sprzedaży chipsów? Czy to w ogóle możliwe? A może straszenie chipsami powoduje większe zainteresowanie wśród dzieci, zgodnie z regułą, że "zakazany owoc najlepiej smakuje"? Zapraszamy do dyskusji na antenie i w internecie.