Do tragedii doszło w kwietniu ubiegłego roku w mieszkaniu trzydziestoparolatków przy ulicy Rybaki. Świadkiem był ich znajomy. To on wezwał pogotowie, kiedy Natalia S. próbowała ratować partnera.
Sąd podkreślał, że zachowanie oskarżonej podczas kłótni było nieadekwatne do sytuacji, a ciosy zadawane na oślep. Z tymi ustaleniami nie zgadza się obrońca oskarżonej adwokat Maciej Szkudlarek, który już zapowiedział apelację.
Całe to zdarzenie miało niewątpliwie taki dynamiczny charakter. Doszło do kłótni. Nie mogę się zgodzić z sądem z tym, że działanie oskarżonej nie było niczym sprowokowane, ponieważ doszło i do obrażenia i naplucia oskarżonej w twarz, a ona będąc w amoku chwyciła pierwsze, co miała pod ręką. Był to niestety nóż i stało się, jak się stało
- podkreśla.
37-letnia Natalia S. w sądzie przyznała się do zadania tylu ciosów, ale zapewniała, że nie chciała zabić partnera. W momencie kłótni oboje byli pijani.
Ciężko ranny mężczyzna trafił do szpitala i zmarł na bloku operacyjnym. Wyrok nie jest prawomocny. Prokurator chciała dla oskarżonej 25 lat więzienia. Kobieta cały czas przebywa w areszcie. Nie została doprowadzona na dzisiejszy wyrok.