Kierowca wciąż nie potrafi wytłumaczyć, jak doszło do wypadku. Był trzeźwy, twierdzi, że nie zasnął za kierownicą. Pewne jest, że autobus po tym jak zjechał z autostrady, "złapał" pobocze, wjechał do rowu, przechylił się i oparł na skarpie.
W środku były tancerki z Międzyrzecza, które wracały z występów w Warszawie. Do wypadku doszło w nocy. Większość dzieci i dwie opiekunki doznały ogólnych potłuczeń. Trzy dziewczynki trafiły jednak do szpitala. Dwie spędziły tam mniej niż siedem dni, jedna była dłużej. To miało wpływ na kwalifikację prawną czynu kierowcy.
Usłyszał on zarzut nieumyślnego doprowadzenia do wypadku i spowodowania obrażeń wymagających pobytu w szpitalu. Teraz sprawa trafi z policji w Nowym Tomyślu do prokuratury, a ta sporządzi akt oskarżenia i wyśle go do sądu. Kierowcy grożą trzy lata więzienia.