Cała historia zaczęła się w nocy. To właśnie wtedy na drzwiach punktu kredytowego zauważono nieznaną, drażniącą substancję. Przyjechali strażacy, usunęli zagrożenie i odjechali.
Rano do pracy przyszły niczego nieświadome pracownice punktu. Przy drzwiach była kałuża. Kobiety nagle poczuły się źle. Okazało się, że część tej tajemniczej substancji wlała się przez nieszczelne drzwi do środka. Strażacy przyjechali ponownie, usunęli zagrożenie. A pracownice trafiły na obserwację do szpitala Raszei. Na razie nie wiadomo, co, kto i dlaczego wylał przed wejściem do budynku.