Tak twierdzi prezes Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów Tomasz Chróstny, który postawił zarzuty firmie Dino Polska, czterem spółkom logistycznym i pięciu menadżerom.
Dużą część dowodów na możliwą praktykę pozyskaliśmy podczas przeszukań w siedzibach firm. Wskazują one, że przedsiębiorcy mogli uzgodnić, że firmy transportowe nie będą zatrudniać kierowców pracujących u innych uczestników porozumienia
- dodał prezes.
Podczas trzymiesięcznego okresu karencji kierowcy nie mogli przejść do innych firm obsługujących Dino. Dzięki temu spółki nie musiały na przykład oferować pracownikom wyższej pensji. UOKiK podejrzewa, że twórcą zmowy była sieć marketów, która kontrolowała, kto może wjechać na teren centrum dystrybucyjnego.
Firmom grożą kary finansowe w wysokości do 10 procent obrotu, menadżerom z kolei do 2 milionów złotych.
Urząd prowadzi podobne postępowania dotyczące Biedronki i Lidla.