Według raportu Komisji Europejskiej w ubiegłym roku odnotowano 540 zagranicznych operacji polegających na celowej i skoordynowanej manipulacji informacją. Nie chodzi o pojedyncze komentarze czy wpisy w mediach społecznościowych, ale o dobrze zorganizowane akcje wykorzystujące setki kanałów informacyjnych i skupione na konkretnych tematach. Podczas takich ataków media społecznościowe są wręcz zalewane treściami dotyczącymi określonego zagadnienia.
Źródła zdecydowanej większości działań nie udało się ustalić. Tożsamości atakujących można się jedynie domyślać. Pewne jest jednak, że prawie jedna trzecia operacji miała pochodzić zza wschodniej granicy. Nie próżnują też Chińczycy, którzy odpowiadają za 6 procent ataków. Niekiedy współpracują z Rosjanami.
Przeprowadzanie takich operacji ułatwia sztuczna inteligencja. W porównaniu z ubiegłym rokiem wykorzystanie narzędzi AI znacząco wzrosło. Dzięki nim możliwe jest szybkie produkowanie manipulacyjnych treści na dużą skalę i niskim kosztem. Zagrożeń przybywa, dlatego trzeba szukać nowych rozwiązań.
Komisja Europejska wydaje kolejne tysiące euro na wyprzedzanie działań wroga. Szczepionką na dezinformację mają być między innymi szkolenia w medresach dla kobiet, czyli tradycyjnych muzułmańskich instytucjach edukacyjnych w Bośni i Hercegowinie. Walka toczy się też poza Europą. Chińczycy chętnie finansują media w Afryce. Nie próżnują również Rosjanie, którzy opłacają dziennikarzy relacjonujących wydarzenia w tej części świata. Z tego powodu Unia prowadzi kampanie wzmacniające odporność informacyjną w Beninie, Nigerii i Czadzie. Pomocne w walce z dezinformacją mają być także sankcje nakładane na pojedyncze osoby i organizacje medialne. Na ich podstawie nie można jednak zakazać publikacji w mediach społecznościowych.
Na unijnych korytarzach nie brakuje głosów, że Wspólnota powinna być odważniejsza w swoich działaniach. W rozmowie z Radiem Poznań taki pogląd podzielił również wiceminister spraw zagranicznych, Marcin Bosacki. Podczas swojego wystąpienia na kongresie Impact wymieniał przykłady rosyjskich kampanii dezinformacyjnych. Wśród nich wskazał rozpowszechnianie fałszywych treści po śmierci posła Łukasza Litewki. Zapytany, czy Unia Europejska również powinna prowadzić bardziej ofensywne działania, przyznał, że chciałby, aby Wspólnota miała takie możliwości.