W jednej chwili stracili wszystko. Dramatyczny apel rodziny z Kościana
Fort Va to cenne miejsce - zabytek i świadek historii. Był szturmowany podczas Bitwy o Poznań i intensywnie ostrzeliwany. Ma również dużą wartość przyrodniczą. Nie bez przyczyny wchodzi w skład obszaru Natura 2000. Nie dziwi, że doniesienia o jego rzekomym zanieczyszczaniu wywołały emocje.
„Deweloper w formie”
Tymi słowami drwił w ostatnich dniach autor wpisów na profilu poznanmoment. W relacjach opublikowanych na Instagramie można było przeczytać, że firma budująca osiedle przy ul. Lechickiej w Poznaniu „przerzuciła przez płot rurę, z której lecą zanieczyszczenia budowlane”, trafiające na teren fortu. Na dowód pokazano zdjęcia. Faktycznie widać na nich wylewającą się ciecz – jaką? Trudno ocenić.
W wiadomości wysłanej do autora profilu i błyskawicznie przez niego udostępnionej opisano też rzekomą „interwencję osób działających przy forcie”. Ich działania miały polegać na odrzucaniu rury, która wracała na teren zabytku. Co więcej, po jednej z takich sytuacji pięciu robotników miało ruszyć na interweniujących, wśród których był sześciolatek, z zamiarem pobicia.
Do sprawy odnosi się oświadczenie opublikowane na Facebooku „Poznań Va Poznań”. To strona prowadzona w ramach Stowarzyszenia Kernwerk, opiekującego się zabytkiem z upoważnienia właściciela - Polskiego Towarzystwa Ochrony Przyrody „Salamandra”. Jak piszą o sobie jej autorzy, „skupia osoby, którym nie jest obcy dalszy los Twierdzy Poznań, a zwłaszcza Fortu Va”. W komunikacie zapewnili, że rzekome „nieczystości” to zwykła woda opadowa.
Zgodzili się na jej przepompowywanie, ponieważ okolice fortu należą do najsuchszych w Poznaniu. Woda z terenu budowy jest wykorzystywana do podlewania drzew: „nawilża grunt i pozwala im
przetrwać suche lato”. Dodali, że zgoda wynikała również z dodatkowego wsparcia udzielanego przez dewelopera przy pracach wymagających użycia koparki.
Liczba reakcji, komentarzy i udostępnień wpisów opiekunów fortu pozwala ocenić, że wiarygodne wyjaśnienia dotarły do kilkuset odbiorców. Dla porównania – niezweryfikowane relacje podane dalej na profilu poznanmoment mogło zobaczyć nawet kilkadziesiąt tysięcy osób. Internauci komentowali „państwo z kartonu”. Określenie to bardziej pasowałoby jednak do rzetelności udostępnianych informacji.