Poznaniacy już w 13. minucie mogli objąć prowadzenie, ale rzutu karnego nie wykorzystał Mikael Ishak. Później Lech zaczął popełniać niezrozumiałe błędy w obronie, które wykorzystała Lechia. W 22. i 30. minucie dwie bramki dla gospodarzy zdobył Słowak Tomáš Bobček, a wściekły trener Niels Frederiksen już po dwóch kwadransach zdjął z boiska słabo spisującego się Kenijczyka Timothy'ego Oumę.
Po przerwie Kolejorz grał jednak jak z nut. Już po 10. minutach drugiej połowy był remis 2:2 po golach Gísliego Thordarsona i samobójczym trafieniu bramkarza Lechii, Szymona Weiraucha. W 64. minucie gości na prowadzenie wyprowadził Mateusz Skrzypczak, a w 70. pierwszą bramkę z gry w tym sezonie zdobył Ishak. W końcówce trzeciego gola dla Lechii strzelił Bobček, ale gospodarzom zabrakło już czasu, by doprowadzić do remisu.
Po raz pierwszy za kadencji Nielsa Frederiksena Lech wygrał mecz, w którym jako pierwszy stracił bramkę. Teraz przed poznaniakami rewanżowe spotkanie 2. rundy eliminacji do Ligi Mistrzów z islandzkim Breiðablik.