Trabi i inne atrakcje w Gnieźnie
W pierwszej połowie gospodarze przeważali, ale to mistrzowie Polski zdobyli pierwszą bramkę po strzale Peszki. Śląsk zdołał wyrównać dopiero w końcówce pierwszej części, gdy po zagraniu ręka w polu karnym Henriqueza sędzia podyktował rzut karny.
Druga połowa była nie mniej emocjonująca, a wrocławianie byli godnym rywalem dla mistrza Polski. Jednak ekipie Ryszarda Tarasiewicza zabrakło zimnej krwi w wykańczaniu akcji. Nie zabrakło jej natomiast Artjomsowi Rudnevsowi, który jest niezawodny na początku sezonu. Tym razem także strzelił bramkę, dzięki której podopieczni Jacka Zielińskiego zdobyli trzy punkty.
Lech po tym meczu ma 8 punktów. Śląsk pozostaje z czterema punktami.
Bramki: 0:1 Sławomir Peszko (24-wolny), 1:1 Cristian Omar Diaz (45-karny), 1:2 Artjoms Rudnevs (51).
Żółta kartka - Śląsk Wrocław: Sebastian Mila. Lech Poznań: Krzysztof Kotorowski, Marcin Kikut, Kamil Drygas.
Sędzia: Adam Lyczmański (Bydgoszcz). Widzów 8 500.
Jacek Zieliński: "To zwycięstwo było nam bardzo potrzebne i myślę, że wprowadziło pozytywny nastrój przed wyjazdem do Turynu. To był ciężki mecz, ale sami go sobie takim zafundowaliśmy. W pierwszej połowie graliśmy zbyt nerwowo i za statycznie, a dodatkowo dostaliśmy bramkę do szatni. Duże uznania dla chłopaków, bo w drugiej części gry przytrzymaliśmy piłkę, zdobyliśmy bramkę i dociągnęliśmy zwycięstwo do końca".
Ryszard Tarasiewicz: "Chciałem podziękować zawodnikom za realizowanie założeń taktycznych. Staraliśmy się dyktować warunki, mimo klasy przeciwnika, a obie bramki straciliśmy w momencie, gdy to my prowadziliśmy ofensywną grę. Później musieliśmy gonić wynik i niestety się nie udało, co jest o tyle paradoksalne, że w tym sezonie nie graliśmy jeszcze tak efektownie. Nie jesteśmy nagradzani za naszą dobrą grę zdobywaniem punktów i musimy to nadrobić w następnych meczach".
(PAP)