Oba zespoły w tym tygodniu były bardzo zajęte, bo w czwartkowy wieczór miały obowiązki w Lidze Konferencji. Nastroje? Wśród fanów Lecha rozgoryczenie po – nie bójmy się tego słowa – kompromitacji poznańskiej lokomotywy, która w meczu na Gibraltarze przypominała ledwie zipiąca "ciuchcię". Przegrana z Lincoln Red Imps to policzek dla mistrza Polski. Z drugiej strony Legia podbudowana mentalnie po zwycięstwie z Szachtarem Donieck i golu Augustyniaka w doliczonym czasie gry z rzutu wolnego. To musi dać niedzielnym rywalom Kolejorza pozytywnego mentalnego kopa. A Frederiksen musi głęboko się zastanowić nad niezbyt przemyślanymi rotacjami w składzie, bo one tylko wybijają zespół z rytmu.
A nieco wcześniej dużo bardziej nerwowo było w stolicy. Dziwne ruchy przy wyborze pierwszej jedenastki (powielił to w czwartek poznański Duńczyk) na spotkanie z Samsunsporem, które nie przełożyły się na zwiększenie efektów w lidze – trenerowi Iordanescu zwolenników nie dodały. Porażki z Górnikiem Zabrze i ostatnio z Zagłebiem Lubin sprawiły, że po 11 zagranych przez legionistów meczach w PKO BP Ekstraklasie mają w tabeli tylko 11 punktów. To ich ambicji zaspokoić nie może i na pewno zechcą w starciu z Lechem odwrócić tę tendencję i wykorzystać dołek przeciwnika po wstydliwej wyprawie na Gibraltar.
Nie ma co ukrywać, że ekipa z Warszawy ma kim straszyć. Mający dobre wejścia w meczach reprezentacji Paweł Wszołek, solidny (choć w Lubinie mocno pechowy) Kamil Piątkowski, utalentowany Kacper Urbański czy sowicie opłacana armia zaciężna z Miletą Rajoviciem – powinna radzić sobie na ligowych placach zdecydowanie lepiej niż to pokazuje. Jednak to zmartwienie prezesa Mioduskiego i fanów z Ł3, a nie nasze.
Tu należy faktycznie przyjąć ulubione stwierdzenia trenerskie, aby skupić się na własnej drużynie. I tak musi podchodzić do każdego spotkania Kolejorz, niezależnie od tego, czy przeciwnikiem jest Bruk-Bet czy Legia. Jasne, że mistrzom Polski w tym sezonie też brakuje koncentracji zwłaszcza w meczach na Bułgarskiej, ale podczas spotkania w Warszawie chyba o to nie powinniśmy się martwić, bo sportowa złość po porażce w Lidze Konferencji musi zadziałać. A personalna siła armady Nielsa Federiksena (jeśli szkoleniowiec nie przestrzeli z wyjściową jedenastką) jest na tyle duża, iż wygrana na bardzo trudnym terenie leży w niebiesko-białych możliwościach. Tylko tak można zmazać kolejną plamę futbolowego wstydu z czwarkowego wieczoru. Cały zespół musi pokazać charakter.
Na takie zespołowe zwycięstwo będziemy czekać wspólnie z Państwem. W Radiu Poznań i w przekazie internetowym na www.radiopoznan.fm transmisja meczu Legia Warszawa kontra Lecha Poznań w niedzielę 26 października o godzinie 20:15. Naszym sprawozdawcą z tego spotkania będzie Dawid Cytrowski, a wcześniej od 18.05 zapraszamy na kolejne wydanie audycji "W sportowym rytmie". Krok po kroku do mistrzostwa, jeśli nawet to dopiero pierwsza runda ligowej rywalizacji.