Po „Święcie Wiosny”, czyli nowatorskiej interpretacji baletu Igora Strawińskiego tym razem poznańska publiczność mogła zobaczyć kolejny spektakl. Na miejscu był Łukasz Kaźmierczak:
To inny rodzaj wizualnego przedstawienia i teatru ruchu niż "Święto wiosny". Tam mieliśmy do czynienia z feerią kolorów i fantazyjnych kostiumów, a w "I’ll do, I’ll do, I’ll do" panuje niemal mrok. Hipnotyczne ruchy jednej z sióstr Castellucci – która występuje w zasadzie w solowej roli – są oświetlane tylko przez skąpy reflektor. Tego mrocznego efektu dopełnia kostium i scenografia w ponurych, ciemnych barwach, Oba spektakle łączy natomiast niezwykła energia ruchu – bo to bardziej dopracowany do perfekcji układ transowych ruchów scenicznych niż typowy taniec. Wczorajszy spektakl był jednak wyjątkowo pulsujący, wręcz hipnotyzujący, a ruchy bohaterki - ocierały się niemal o stop klatki puszczane w przyśpieszonym tempie. Efekt piorunujący. Widz naprawdę mógł dać się wciągnąć w ten rodzaj mrocznego sabatu z boginią-wiedźmą w roli głównej. Całość zostaje na długo w pamięci.