Jedną z najbardziej jaskrawych manipulacji totalnej opozycji jest narracja, że PiS jest partią wrogą Europie, że chętnie by Polskę z Unii Europejskiej wyprowadził. Nie jest to prawda. To że politykom PiS-u nie podoba się Europa budowania przez brukselskich biurokratów pod czułą kuratelą Niemiec nie oznacza, że Europa im się nie podoba w ogóle. Dotyczy to nie tylko jednej partii z Polski. Dotyczy to już wielu krajów Europy, w których rosną siłę „populistyczne”, „faszystowskie” partie. Dlaczego rosną?
Na to pytanie obecna elita europejska odpowiedzi nie szuka, tylko krzyczy, że „faszyści u bram”, co oznacza powielanie kalki mentalnej z lat trzydziestych ubiegłego wieku, stworzonej, o ironio, przez propagandzistów Stalina. Faktem, że Unia Europejska przeżywa poważny kryzys a jest to kryzys zaufania. Brexit a także wybory w Grecji, Danii, Szwecji, we Włoszech pokazują, że dystans między obywatelami a brukselskimi elitami zwiększa się z każdym miesiącem. Dlaczego? Swietnie to ujął Henri Malosse, francuski polityk i działacz gospodarczy, w latach 2013-2015 przewodniczący Europejskiego Komitetu Ekonomiczno-Społecznego, w rozmowie z Aleksandrą Rybińską („wSieci”, 27.08-02.09.2018). Europejskie elity zdają sobie sprawę z tego kryzysu, ale odpowiedzią jest więcej tego samego. Każda krytyka traktowana jest jako przejaw populizmu. W każdym systemie demokratycznym obywatele mają prawo krytykować sposób w jaki są rządzeni. Nie jest żadnym populizmem krytykowanie doktryny globalistycznej. Unia Europejska i jest to bardzo ważne stwierdzenie Malosse’a, przypomina dziś technokrację usiłującą się dopasować do zjawisk zachodzących na rynkach finansowych.
Proces decyzyjny stał się tak złożony, że został zdominowany przez biurokrację a celem każdej biurokracji jest reprodukcja czyli własne przetrwanie. Ponadto wewnątrz tej biurokracji dominują ci, którzy są za otwartymi rynkami bez ograniczeń, co nie leży w interesie Europejczyków. Ponieważ biurokracja jest niedemokratyczna nie jest otwarta na krytykę. Jej cel to budowa nowego Euro-Sojuza. A to będzie wzmagało opór, który może doprowadzić do załamania się projektu europejskiego. Krytyka PiS-u nie dotyczy zatem krytyki istoty projektu tylko jego realizacji przez europejską biurokrację.
Jest coś jeszcze o czym należy wspomnieć. Ten projekt europejski czyniący z liberalnej demokracji dogmat, lansowany głównie przez Niemcy i Francję skrywa pod pozorem europejskości narodowe egoizmy tych najsilniejszych krajów Unii. Oznacza to, że klasyczna, narodowa uwzględniająca wektory geopolityczne polityka wcale się nie skończyła, mimo zaklęć, że żyjemy w epoce post-polityki. Nie można lekceważyć zasady rzeczywistości, czyli nie brać pod uwagę narodowych partykularyzmów budując Unię Europejską. Można śmiało stwierdzić, że właśnie ci którzy lekceważą zasadę rzeczywistości w pierwszym rzędzie przyczyniają się do osłabiania Unii Europejskiej. Ideologiczne, dogmatyczne zaczadzenie spowodowało u brukselskiej biurokracji utratę kontaktu z rzeczywistością, co zawsze bywa groźne. Zrozumiałe, że broni ona swojej pozycji i władzy posługując w tym celu wolnościową i humanitarną retoryką. Ale nawet najszczytniejsze hasła i slogany to tylko maska, za którą kryje się twarda i brutalna polityka i interesy.