"Każdy szanujący się kraj chroni swój rynek medialny przed wpływami z zewnątrz" - powiedział Miłosz Manasterski.
Ta zmiana nie powoduje likwidacji żadnej stacji działającej w Polsce. Nie oznacza wyłączenia jej nadajników. Oznacza jedynie, w zależności od tego, jak ustosunkuje się do tego koncern Discovery, możliwość odsprzedaży akcji, które trafią tam, gdzie właściciel zechce je odsprzedać. Droga pomiędzy tą poprawką, a tym, co opozycja próbuje wmówić o kontroli nad stacją TVN, jest zdecydowanie dalsza niż piechotą na księżyc
- mówi redaktor naczelny Agencji Informacyjnej.
Manasterski dodał, że realny jest scenariusz, w którym Rosjanie kupują telewizję w Polsce, gdyby pojawiła się taka okazja, żeby tworzyć swój przekaz. Miłosz Manasterski ocenił, że usunięcie z rządu Jarosława Gowina może być dla rządzącej koalicji uzdrawiające, ponieważ były wicepremier był w ostatnich tygodniach bardziej w opozycji niż w rządzie.
Poniżej cała rozmowa w audycji Kluczowy Temat:
Roman Wawrzyniak: „Nastąpił fizyczny atak na posła Dobromira Sośnierza” - napisał na Twitterze Premier Mateusz Morawiecki. Podkreślił, że takie zachowania są skandaliczne i skrajnie szkodliwe społecznie. Wezwał całą klasę polityczną do potępienia takich podobnych działań. Możemy się ich spodziewać?
Miłosz Manasterski: Bardzo w to wątpię, bo już pojawiły się takie aprobujące postawy wśród posłów opozycji. Jedna z Pań posłanek opublikowała twitta prezentującego, że to naród tak właśnie podziękował Panu posłowi Sośnierzowi. Znając mentalność Platformy Obywatelskiej, a to jest mentalność Kalego – mówię o tych członkach PO, którzy są w parlamencie, czyli jeżeli to biją innych, to jest w porządku i wola narodu, a jeżeli biją ich samych, to jest to hejt. Niestety podejrzewam, że będziemy mieli do czynienia z przynajmniej cichą aprobatą dla takiego ataku. Zwłaszcza, że w tym samym czasie, kiedy to się wydarzyło, to opozycja gromy liczne i bardzo haniebne słowa używała wobec posłów Kukiz'15 i samego Pawła Kukiza. Tu popisywał się choćby Radosław Sikorski.
Ten sam, który wsławił się w swoim czasie reasumpcjami głosowania, ale o tym za chwilę. Wróćmy jeszcze do tego incydentu, który miał miejsce wczoraj wieczorem przed Sejmem. Mamy bardzo zaskakującą opinię opublikowaną na koncie Strajku Kobiet, według którego chuligański wybryk to „wyraz szacunku”.
Strajk Kobiet to organizacja, która jest poza wszelkim nawiasem kultury, która nie ma uprawnień do tego, by rozmawiać z nią o szacunku. To jest organizacja, która robi w Polsce wszystko, żeby Polacy się nienawidzili, żeby standardy kultury były na poziomie... Trudno mi w ogóle pokazać ten standard, w którym komunikacja między stronami sporu sprowadza się do wulgaryzmów. To już nie jest komunikacja.
Może faktycznie lepiej spuścić na to zasłonę milczenia i tego nie komentować. Wróćmy do meritum. 228 posłów zagłosowało za przyjęciem nowelizacji tzw. ustawy medialnej, 216 było przeciw, 10 wstrzymało się od głosu, tym samym ustawa została przyjęta. Co to oznacza w praktyce?
W praktyce mamy w tym momencie nowelizację, która musi przejść przez Senat. Z Senatu musi wrócić, bo raczej spotka się tam z oporem.
I wtedy będzie potrzebnych już 231 posłów, a w tej chwili zagłosowało 228. Zabraknie tych trzech głosów?
Nie musi zabraknąć. Jeżeli dobrze teraz pamiętam, to brakowało tam posłów Prawa i Sprawiedliwości z przyczyn frekwencyjnych. Chyba właśnie 3, czy 4 brakowało. Może się okazać, że to jest wystarczająca liczba, żeby przegłosować poprawki senackie. Na koniec jest jeszcze podpis prezydenta. W tym czasie mamy ogromny opór ze strony amerykańskiej, która próbuje bronić amerykańskiej firmy. Widzimy też ogromne zaangażowanie środowisk związanych z opozycją, także biznesowych, żeby nie dopuścić do poprawki. To jest naprawdę niezwykłe, nawet samo obserwowanie tego, jak wiele osób walczy z tą poprawką, ze zmianą, która oczywiście dotyka konkretną stację telewizyjną, ale zmianą, która idzie w stronę standardów unijnych, w stronę ochrony rynku medialnego przed zagranicznymi koncernami spoza Unii Europejskiej. Tak naprawdę powinna spotkać się z aprobatą i biznesu i UE, tych środowisk, które na co dzień deklarują się jako niezwykle prounijne. Jest zupełnie odwrotnie. To pokazuje jednocześnie, że telewizja, która na co dzień wmawia Polakom, że jest obiektywna, rzetelna i jest ostatnią oazą wolności, jest niebywale upolityczniona. Te sznurki poprzeciągane pomiędzy nimi, a polityką i biznesem są jednoznaczne.
Trudno się z Panem nie zgodzić, że politycy jakiejkolwiek opcji mają czelność i odwagę stawać w obronie jednego podmiotu gospodarczego, bo w takich kategoriach te zmiany należy traktować.
Dodajmy, że takiego, któremu nie grozi likwidacja.
Padały też mocne, moim zdaniem czasami za mocne, słowa jak: polityczna prostytucja, szmaciarstwo, łapownictwo, czarny dzień demokracji i parlamentaryzmu. Najwięcej emocji wywołała chyba reasumpcja głosowania. Po co tyle tego hałasu, skoro regulamin Sejmu pozwala Marszałkowi na zarządzenie reasumpcji głosowania i większość zdecydowała inaczej, niż to wyszło w poprzednim głosowaniu.
Zawsze jest taka możliwość, jeżeli regulamin na to pozwala. Przesłanki ku temu były, bo kolejne głosowanie pokazało zmianę, czyli do kolejnych głosowań doszło tego samego dnia i nie zostały przełożone prace Sejmu. Powtórzmy jeszcze raz, że ta zmiana nie powoduje likwidacji żadnej stacji działającej w Polsce. Nie oznacza wyłączenia jej nadajników. Oznacza jedynie, w zależności od tego, jak ustosunkuje się do tego koncern Discovery, możliwość odsprzedaży akcji, które trafią tam, gdzie właściciel zechce je odsprzedać. Droga pomiędzy tą poprawką, a tym, co opozycja próbuje wmówić o kontroli nad stacją TVN, jest zdecydowanie dalsza niż piechotą na księżyc. Te emocje i obrzydliwe słowa, które niszczą debatę publiczną. Mamy bardzo wiele trudnych tematów do omówienia. Jeżeli będziemy posługiwać się tymi słowami, które padają na opozycji, a których nie będę powtarzał, to w niczym nam to nie pomaga, a uniemożliwia dialog. Ten poziom emocji pokazuje, jak bardzo na opozycji przywiązani są do obecnego stanu funkcjonowania TVN. Opozycja ma świadomość, że bez TVN, gdyby TVN zmienił swoją wizję programową i faktycznie doszło do jakiejś transakcji i nowy właściciel powiedział, że nie chce zajmować się polityką, bo go to nie interesuje i woli pokazywać samochody, czy modę, to opozycja przestaje mieć wsparcie i wiedzą, że nagle ich notowania spadną w dół bez tego wsparcia, które otrzymują w TVN. Stąd ta cała histeria, obrona i naprawdę poważne zaangażowanie wielu środowisk, żeby włos im z głowy nie spadł. Tu naprawdę nie chodzi o zamknięcie tej stacji, która prawdopodobnie będzie nadawać w formie satelitarnej, bo taka poprawka została zapowiedziana przez PiS w Senacie. Akurat TVN24 ta zmiana praktycznie w ogóle nie dotknie.
Dlaczego politycy tak zaciekle bronią jednej stacji i posługują się kłamstwami o jej zamknięciu, końcu demokracji, końcu wolności słowa? Wczytując się w treść proponowanych zmian, nie można takich zagrożeń znaleźć. Bardzo podobne rozwiązania, jakie mają być teraz wprowadzane, funkcjonują od wielu lat i dobrze się sprawdzają w innych krajach UE – Austrii, czy Francji. Tego, ci sami politycy, nie zauważają, albo próbują nie zauważać.
Każdy szanujący się kraj próbuje chronić swój rynek medialny przed tym, żeby firmy medialne i ich kapitał był na miejscu w kraju, o którym mówimy. Tak samo, ewentualnie, bo przecież jesteśmy członkiem UE, żeby to były kraje z tego samego kontekstu kulturowego, biznesowego. Demokracje po prostu. Naprawdę scenariusz, w którym na przykład Rosjanie kupują telewizję w Polsce i zaczynają tworzyć swój przekaz, nie jest fantastyką naukową, bo oni są do tego przygotowani. Gdyby pojawiła się tego typu okazja biznesowa i uznaliby, że trzeba zacząć nadawanie w Polsce, to po prostu mogliby to zrobić bez tej poprawki. Poziom emocji w rozmowie, co jest absolutną histerią, żeby mówić dzisiaj o wolności słowa w kontekście ewentualnej zmiany właściciela telewizji też jest pewnego rodzaju żartem. Mamy przecież jednak taką wielość mediów, włącznie z internetem, który jest niekoncesjonowany, w którym nie ma możliwości zabronienia komukolwiek tworzenia audycji po polsku, jest pewnego rodzaju absurdem. To pokazuje powiązania biznesowe i to, czyje interesy ta telewizja reprezentuje. Jednocześnie każe się wyborcom zastanowić, dlaczego polscy posłowie tak mocno bronią podmiotów zagranicznych.
Były już wicepremier, Jarosław Gowin, który odwiedzał wczoraj tyle mediów, ile zdążył, gdzie obwieszczał, że jego dymisja oznacza koniec Zjednoczonej Prawicy. Tymczasem wieczorne głosowania pokazują, że nic takiego nie nastąpiło. Czy minister Gowin nie przelicytował?
Oczywiście, że to nie jest koniec Zjednoczonej Prawicy, bo to wszystkie podmioty ją tworzące musiałyby o tym zadecydować. Okazuje się, że to może być koniec „Piątki Gowina”, bo może okazać się, że nie piątka, a czwórka. Emocje mogą opaść i coś się może zmienić. Projekt Porozumienia, nie chcę powiedzieć, że jest skończony, bo byłoby to wyrazem braku szacunku, to jest jednak partia, w której są członkowie i to oni o tym zadecydują, ale jest to koniec jakiegoś sukcesu tego projektu, jako partii, która tworzyła jakość życia w Polsce, władzę i miała wpływ na polską rzeczywistość. Jarosław Gowin został z pięcioma posłami. To w arytmetyce sejmowej jest ważne, natomiast jak się okazuje, Zjednoczona Prawica bez Jarosława Gowina może nie tylko trwać, ale też wygrywać głosowania. To jest moim zdaniem zmiana uzdrawiająca, która pozwoli zbudować Zjednoczoną Prawicę w pewnym sensie na nowo i zbudować koalicję na zdrowych, normalnych zasadach, a nie tak, że w ramach koalicji funkcjonuje opozycja, którą był w ostatnim czasie Jarosław Gowin.